Codzienność, Retrospekcje

Moje trzy ciąże – podobieństwa i różnice

Moja trzecia i – mam nadzieję ostatnia w tym wcieleniu – ciąża dobiega powoli końca. Jeszcze jakiś miesiąc, góra dwa i będziemy się rozpakowywać, w związku z tym naszło mnie na wspominki. Każda z ciąż była zupełnie inna, zmieniałam się ja, okoliczności przyrody, otoczenie i liczba bohaterów historii. Czas na pierwsze porównania!

Pierwsza ciąża 2011-2012.

Z lekko ironicznym uśmiechem spoglądam na siebie samą z całkiem niedawnych czasów, gdy po raz pierwszy przechodziłam przez to zaskakujące doświadczenie, jakie serwuje nam, kobietom, natura. Te błogie chwile klasycznego roztkliwiania się nad sobą, BO PRZECIEŻ JA JESTEM W CIĄŻY!

Ja, jedyna! Nikt wcześniej w historii nie zmagał się z błogosławionym stanem, a ludzkość rozmnaża się najprawdopodobniej przez pączkowanie. Wcale nie podzieliłam losu milionów, miliardów samic wszelkich gatunków zwierząt, które od wieków zachodzą w ciąże, rodzą potomstwo i nie robią z tego wielkiego halo.

2012 (2) 2012 (4) 2012 (6) 2012 (8) 2012 (10) 2012 (13)

Patrzę na zdjęcia z bardzo kolorową dziewczyną, poubieraną w kwiatki i energetyczne barwy. W miarę wyspaną i zadbaną, z pomalowanymi paznokciami i ułożonymi włosami. Wow. To byłam przecież ja. Naszą ciążową księgę czytaliśmy z namaszczeniem co tydzień, dowiadując się ile mniej więcej waży, ile mierzy i co już potrafi nasz Stwór. Wybudzona w środku nocy potrafiłam odpowiedzieć na pytanie w którym tygodniu ciąży jestem.

Był czas. Czytanie książek, wieczorne seanse filmowe, podczas których łyknęliśmy sporo klasyki popkultury – wszystkie Bondy, Rambo, Rocky, Indiana Jones, a nawet.. Stawkę większą niż życie. Być może to dobór produkcji kinowych sprawił, że Młody już na filmach z życia płodowego stosował techniki wschodnich sztuk walki.

Pamiętam wiosenne rozpieszczanie się – lody, truskawki, czekolada. Przerwy na odpoczynek od odpoczynku. Czasem zastanawiam się cóż ja wtedy miałam do roboty – jakiś obiad do ugotowania i kurz do starcia.

Druga ciąża 2013-2014

Ułożone włosy? Pomalowane paznokcie? Starty kurz? No cóż. W czasie drugiej ciąży zdecydowanie nie przejmowałam się takimi sprawami. Gdy masz pod opieką kilkunastomiesięczne dziecko, to raczej nie narzekasz na nudę. Nie trzeba wiele – wystarczy nadzorować owego Stwora, paćkającego żarciem po ścianach i sufitach z uporem godnym lepszej sprawy. Czającego się na kable, zrzucającego nocne lampki i uporczywie wędrującego w kierunku schodów na antresolę.

To wszystko sprawiło, że niemal zapomniałam o ciążowych dolegliwościach i subtelnych kopniaczkach, serwowanych przez malutką Kropkę. Jej performanse podczas badań USG dawały nadzieję na spokojne i zrównoważone niemowlę, które tylko odpoczywa (na poduszce z łożyska) lub bawi się pępowiną. Pozory bywają jednak mylące.

Każda ciąża jest1 Każda ciąża jest2

Druga ciąża upłynęła też pod hasłem: „przerwa na bakalie”. Gdy tylko pierworodny ucinał sobie popołudniową drzemkę ja i mąż zasiadaliśmy do wielkiej celebracji półtoragodzinnego spokoju. Herbatka. Cała miska wypełniona bakaliami – rodzynki, suszone śliwki, różne gatunki orzechów.. a dookoła wianuszek z Toffifee lub innych czekoladowych frykasów. Tak nam minęła zima, lutowy poród przywitałam z wagą 70 kg, podczas gdy mąż wzbogacił się o dodatkowy podbródek.

Trzecia ciąża 2015 – 2016

Daty sugerują, że zbytnio nie odpoczywam między ciążami, jadę z tym koksem bez trzymanki, jedna za drugą. Trzecią rozpoczęłam od przyzwoitej wagi 51 kilo i w miarę wysportowanej sylwetki, którą osiągnęłam bez wielkich wyrzeczeń, spadek wagi zawdzięczając przede wszystkim dobrej przemianie materii i aktywnym dzieciom. Jedynie rzeźbiąc to i owo, by wyglądać jak człowiek w krótkich spódniczkach. Przyzwyczajenie do sportu robi jednak swoje, więc w złagodzonej wersji, idealnej dla zaokrąglonych pań ruszam się dalej. Nie to, że jestem bardzo „fit”, odżywiam się kiełkami i koktajlami z chia. Raczej jestem z tego sortu, który nie odmawia sobie latte, sernika, czy pączka, ale gdy tylko zdrowie mi dopisuje staram się ćwiczyć. I to niemal codziennie.

IMGP6466 IMGP6472 IMGP6555 IMGP6571

Moje hollywoodzkie trenerki fitnessu podrygują komicznie z ekranu w rytm piosenek z „Czerwonego Kapturka”. Ćwiczenia mają wyłączony dźwięk, robię wykopy, macham rękami, a dookoła biegają dzieci. W tle: „Przez lasy, przez dąbrowy wędruje gajowy” na przemian z: „gdy w brzuchu burczy dostaję kurczy i jem wszystko że aż furczy taki ze mnie wilk!”.

„Mamusiu, ja jetem panią tuchajtą!” – oznajmia Kropka, kategorycznie żądając swojego fartucha z szafy.

„Mamo, ja jestem panem gajowym! Gdzie moja stzelba?” – wtóruje jej Młody.

„Mamusiu chces kawki?” – „Mamo, psykryjes mnie kocem?” – „Mamo, ja juz chcem śniadanto!” „Mamoo, mamusiu, MAMOOOOOOOO!”

Staram się ignorować większość sugestii odpowiadając na nie magiczną frazą: „mamusia teraz ćwiczy. Kawki napiję się później/zaraz znajdziemy strzelbę/fartuch/kredki/puzzla/żyrafę”. Trzeba się nauczyć tego egoizmu – nauczyć dzieci, że matka ma teraz chwilę dla siebie. Po jakimś czasie zaczynają traktować to jak coś oczywistego, chociaż po półgodzinnym treningu, kiedy to nie zwracam na nich uwagi, dom wygląda jak po przejściu huraganu. Za to czuję się dobrze i w ostatnie tygodnie przed rozwiązaniem wchodzę z sensowną wagą 62 kg, na którą składają się głównie: dziecko, wody płodowe oraz rosnące dystrybutory mleczne. Tyłek przecież nie musi uczestniczyć w tym procesie.

Na wertowanie ciążowej księgi już od dawna nie było czasu, mąż zrzędzi, że ile razy można czytać jedno i to samo, a ja mu wtedy odpalam, że za każdym razem jak spłodzi Stwora to będzie musiał czytać! I tak sobie czekamy na rozwiązanie, na co dzień zupełnie nie zwracając uwagi na okrągły brzuszek, który musi porządnie wierzgnąć i kopnąć, by ktoś się nim zainteresował.

A gdy ktoś pyta który to już tydzień ciąży moją reakcją jest zwykle niezbyt inteligentna mina i przeciągłe: „yyyyyyy..”

IMGP7089 IMGP7261 IMGP7264 IMGP7266 IMGP7270

P.S. W trzeciej ciąży zauważyłam też niepokojące objawy ortograficzne, związane zapewne ze zjawiskiem „pregnancy brain”. Sprawdzając ten tekst odkryłam rarzące pżykłady błenduw jenzykowyh, a pewnie nie wyłapałam wszystkich, więc bądźcie wyrozumiali, gdy zobaczycie „żądać” pisane przez „er-zet”. Po ciąży podobno obkurczony mózg wraca do normy.

Podobno.

P.S. 2. Napiszcie jak to wyglądało/wygląda u Was. Ciąże pojedyncze, czy mnogie, spokojne, czy pełne wrażeń, wychuchane, czy zapomniane w natłoku codzienności? Czekam na komentarze!

1

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

19 komentarzy

  • Reply Anka 05/03/2016 at 16:36

    Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem wyszukując ciążowe ciekawostki. Jestem w pierwszej ciąży i strasznie się trzęsę i rozpieszczam. Czuję się dokładnie tak, jak piszesz „to JA jestem w ciąży. JA. W CIĄŻY” :)
    Wszystko odczuwam bardzo dokładnie, mózg przyswaja niezliczone ilości wiedzy nt. życia płodu, pozwalam sobie na wiele i „odpoczywam od odpoczywania”. I wiesz co? Jest super! :) Nie wiem, ile jeszcze ciąż przede mną (mam nadzieję, że niewiele ;) ), ale póki mogę, zamierzam korzystać z dobrodziejstw tego stanu.
    Fajnie się Ciebie czyta :) Będę zaglądać częściej.

    Pozdrawiam
    Anka

    • Reply Agata / Ruby Times 05/03/2016 at 20:57

      I bardzo dobrze, to przywilej pierwszej ciąży, korzystaj więc :)
      Zaglądaj oczywiście, zapraszam serdecznie!

  • Reply kejt 05/03/2016 at 21:32

    Ja trochę się cieszę, że w drugiej ciąży nie ma tej całej trzęsawki, nie trzeba się martwić o byle co, wybierać tych głupich wózków, a w tym krótkim czasie, który jest można myśleć o naprawdę ważnych rzeczach, jak poród i wychowywanie rodzeństwa :P

    • Reply Agata / Ruby Times 05/03/2016 at 21:50

      Chyba, że jesteś w trzeciej ciąży i już pozbyłaś się głupich wózków, kołysek i rożków (facepalm:)

  • Reply kejt 05/03/2016 at 21:59

    No tak, to jest ten zonk, ale przynajmniej nie musisz przeglądać tego w sieci całe dnie, tylko kupujesz jakieś używane i z głowy:)

  • Reply kejt 05/03/2016 at 22:00

    Wiesz chodzi mi o to, że w pierwszej ciąży, te wszystkie RZECZY wydają się taaakie ważne, nie :D???

    • Reply Agata / Ruby Times 06/03/2016 at 01:04

      Wieeem, w pierwszej ciąży wszystko chciałam nowiutkie i świeżutkie. Teraz na Lolka czeka góra używanych ubranek. A wręcz cieszę się, że po kilku dzieciakach, bo tyle razy wyprane, to z pewnością lepsze niż taka nówka sztuka ze sklepu z masą pestycydów i herbicydów w zestawie. Perspektywa się człowiekowi bardzo zmienia :)

  • Reply Sylwia 06/03/2016 at 11:43

    Świetny tekst, podpisuję się pod wszystkim :) Pierwsza ciąża – zdecydowanie stan wyjątkowy, dużo odpoczynku, drzemki w ciągu dnia, zbilansowane i regularne posiłki, ścisła obserwacja najdrobniejszych zmian organizmu, doskonała wiedza o etapie rozwoju dziecka (tak, też cotygodniowa lektura), skryty żal do ginekologa, że to USG tak rzadko, mogłoby być przecież co tydzień. Nawet zakupów nie robiłam, bo przecież nosić mogłabym co najwyżej lekkie bułeczki. Doktorat miałam kończyć, ale przecież nie będę siebie i dziecka narażać na długie siedzenie przed komputerem w niezdrowej pozycji. I to promieniowanie jeszcze. Skończyłam go za to w drugiej, która zaczęła się, gdy starsza córka miała kilka miesięcy. Obroniłam 2 miesiące po porodzie. W drugiej ciąży już nie było czasu na drzemki w ciągu dnia, posiłek zazwyczaj łapany był w biegu, USG musiałam zapisywać, żeby pamiętać, że jest, a na telefon ściągnęłam aplikację, która wyliczała mi tydzień ciąży, bo to jednak była trochę siara przed położną, żeby tego nie ogarniać. Nie było czasu na taką troskę o siebie, ktoś przecież musiał zająć się małą, podnosić ją po wielokroć, kiedy rymsnęła, ćwicząc wstawanie, wkładać do łóżeczka, taszczyć wózek. Dzisiaj o tej pierwszy podejściu myślę z rozrzewnieniem, dobrze, że była okazja takie mieć. Ale wolę jednak to drugie :)

    Ps. Ten „Kapturek” jest cudowny! Na tyle dobry, że nie przeszkadza mi słuchanie go wiele razy dziennie. Codziennie.

    • Reply Agata / Ruby Times 06/03/2016 at 14:50

      Też lubię tego „Kapturka” – wszystkie „Bajki Grajki” są super, świetni aktorzy starego pokolenia i całkiem dobra muza.

      • Reply Sylwia 06/03/2016 at 15:14

        Innych na razie nie było mi dane poznać -po pierwszych dźwiękach córka woła „Nie podoba mi się to. Włącz o wilku” ;)

  • Reply Kasia 06/03/2016 at 21:37

    Doswiadczenia mam podobne :) moje ciaze to 2010, 2012 i 2015. W pierwszej kupiłam najbardziej wypasna książkę o ciąży jaką znalazlam. Czytalam ją codziennie :) podczas 2 ciąży zajrzalam do niej … z5 razy… a w trzeciej… hmm do dzdziś nie wiem gdzie sie podziała moze komus pozyczylam:) a mlody ma juz 8 mies :) Ksiazka nt. rozwoju dziecka w pierwszym roku zycia podzielila jej los :)

  • Reply Pola-Odpoczywalnia 07/03/2016 at 10:16

    Oj tak. Uwielbiałam być w pierwszej ciąży:) Te spacerku uważne, jedzonko, dogadzanie sobie… Druga była inna też ze względu na Francję. I porody dwa to to juz calkiem dwa światy.

  • Reply Helen 08/03/2016 at 15:08

    O ciążach, porodach i dzieciach można w nieskończoność :) U mnie pierwsza ciąża niby ok, ale z niewiadomych przyczyn źle się bardzo czułam. Mimo to codziennie jechałam komunikacją podmiejską do mojej korpo. Tak się bujałam aż do 7 miesiąca – tak ciężko było mi się rozstać z pracą, która do tej pory była najważniejsza przecież! Teraz mam dwójkę i idę na wychowawczy na jakiś czas – tak się pozmieniało… W drugiej ciąży pilnowałam umówionych terminów i tych zwariowanych tygodni, ale inaczej niż za pierwszym razem, kiedy to wszystko było wyczekane. Za drugim razem byłam zwykle zaskoczona – to już prenatalne? To już ustalamy płeć? ;) Pod zupełnie samodzielną opieką (nie licząc męża, który późnym popołudniem wraca z pracy pomagać) miałam pierwszego potomka, który miał wtedy 1,5 roku… Podnoszenie, zabawy, spacery, przewijanie jeszcze przecież, a w nocy pobudki dziecka i moje… Pamiętam jak pod koniec popołudniami leżałam na sofie, bo już nie dawałam rady, a Młody jeździł mi samochodzikami po brzuchu – taka nasza wspólna zabawa hehe… Przez cztery lata prawie nie piłam kawy, alkoholu, i przez długi czas (najważniejszego!!!) mleka, które kocham miłością wielką. Ze wszystkim jednak daliśmy radę i dalej będziemy dawać – my wszystkie mamy :) Pozdrawiam!

    • Reply Agata / Ruby Times 08/03/2016 at 16:18

      Taaak, mamy mają moc! Pozdrawiam:)

  • Reply Helen 08/03/2016 at 15:10

    Tak to napisałam, że muszę skorygować – * Przez prawie cztery lata – wcale nie piłam kawy i alkoholu :)

    • Reply Agata / Ruby Times 08/03/2016 at 16:17

      :)

  • Reply vejka 09/03/2016 at 23:43

    Hej. Jestem cudnie zrelaksowaną pierwiastką (bosz!) w 38 tygodniu rozkosznie bezproblemowej ciąży. Czytając Wasze wpisy natychmiast zamienię każdy dzień ciąży, który mi pozostał na ‚urlop na żądanie’ dostępny po urodzeniu. Wygląda że cud narodzin prędziutko kończy rozkoszny relaks :))
    PS. Agata, śliczny blog – Jeszcze mało przeczytałam ale większość zdążyłam pooglądać

    • Reply Agata / Ruby Times 09/03/2016 at 23:51

      Dziękuję i zapraszam częściej :)
      A po „cudzie narodzin” następuje „cud życia z noworodkiem” :)
      Miejmy nadzieję, że Twój model okaże się łaskawy! Powodzenia!

  • Reply Renia Hanolajnen | Ronja.pl 21/03/2016 at 13:12

    U nas dokładnie tak samo :D Z tym, że pierwsza 2011/2012, a druga dopiero 2015/2016 – urodziłam w lutym a wieloma zimowymi nadprogramowymi kilogramami ;) Dlaczego taka duża przerwa? Cóż, po narodzinach Starszaka długo nie mogliśmy wyjść z szoku! :D
    No i trzeciej już nie planuję, bo druga zrujnowała mi totalnie stawy biodrowe i spojenie łonowe. Podziwiam Cię za kondycję!

  • Napisz, co o tym sądzisz