Codzienność

Mamo, a co to jest wszechświat?

Siedzieli przy stole malując słodycze, co jest ostatnio jednym z ich ulubionych zajęć. Codziennie doskonalą się w technice odwzorowania na papierze ciasteczek maślanych z dżemem („Wystarczy zrobić dużą żółtą kropę, a na niej mniejszą czerwoną” – wyjaśnia Młody), szklanek z koktajlem, wielowarstwowych tortów z masą świeczek oraz wszelkiego rodzaju cukierków i lodów.

„Nie wszystkie czekoladki są zdrowe” – rzekła filozoficznie Kropka, nie odrywając wzroku od swojej kartki.

„Coś ci powiem” – odpowiedział Młody z powagą i dodał głosem nieco smutniejszym, jakby dzielił się najbardziej rozczarowującą tajemnicą świata – „Żadne czekoladki nie są zdrowe.”

Opętani są ostatnio cyframi i alfabetem. Młody non stop zadaje mi matematyczne pytania, a musicie wiedzieć, że „Królowa Nauk” od zarania dziejów była moją piętą achillesową. Gdy akurat stoję nad garnkami i odcedzam ziemniaki to zdecydowanie wolałabym pytania w stylu: „Mamo, a co to jest wszechświat?”, niż: „Mamo, a ile to jest sto plus sto, plus trzy, plus osiem, plus dwa?”.

Bardzo interesuje ich też kwestia wieku własnego oraz rodzeństwa. „Mamo, a ile będę miał lat za rok?”

„Sześć.” – odpowiadam.

„Mamo, a ile lat będzie miała Kropka za rok?”

„Cztery” – odpowiadam,  zapewne skrobiąc jakieś marchewki lub druciakiem szorując patelnię.

„Mamo, a ile lat będzie miał Lolek za rok?”

„Dwa” – pada niewzruszona odpowiedź znad zlewu.

„Dwa?” – Młody jest bardzo zdziwiony. – „Lolek będzie miał dwa lata!” – wykrzykuje entuzjastycznie – „czyli będzie tylko OBGRYZAŁ klocki Lego, nie będzie ich już ZJADAŁ!”.

Sam na sam w domu z Kropką to zazwyczaj sama słodycz. Zrzuca wtedy hardą maskę małego Batmana, nie sili się na waleczność, nie próbuje potwierdzać swojej hardkorowej, szalonej reputacji nieustraszonej dziewczynki. Nagle okazuje się wrażliwa, spokojna i bardzo inteligentna.

Jej przemyślenia i wypowiadane przez nią zdania niejednokronie wprowadzają w osłupienie Dziadków i rodziców.

Ale tym razem po prostu wymyśliła nową zabawę:

„Mamo, ty będziesz moim dzieckiem, a ja będę twoją mamą, dobrze?” – zapytała.

„No dobrze” – zgodziłam się, albowiem ziemniaki były już zapewne obrane, a jeśli na obiad był ryż, to z pewnością już bulgotał w garnku.

Zaczęła się zabawa. Najpierw dostałam od mojej mamusi jedzonko (pluszowy ogórek, kawałek pluszowej ryby, ciastko z klocków Lego, pizza zrobiona z klocków-jeżyków i drewniane flaszki soku, mleka i wody – mieszanka dość wybuchowa), potem mamusia czytała mi książeczki. Przytulałyśmy się z moją nową mamusią przez dłuższą chwilę, ale potem nagle czar prysł. „Mamusia” wstała i krytycznym spojrzeniem powiodła po pokoju, w którym mówiąc delikatnie nie panował ład i porządek.

„Zobacz jaki tu bałagan!!” – powiedziała oskarżycielsko, jakby znajomym tonem – „czas to wszystko posprzątać, wszystkie TWOJE zabawki!” – dodała, zupełnie zapominając o tym, że bałagan powstał w czasie, kiedy to ona była moją córką..

#wellplayed

Łuki i strzały, miecze, topory, hełmy i tarcze. Ten świat jest im bardzo bliski. Młody jest całkiem niezłym łucznikiem, naprawdę fajnie daje sobie radę ze strzelaniem, co bardzo nas cieszy. Kropka nadrabia nonszalancką pozą łuczniczki a la Merida Waleczna, chociaż samo strzelanie nie do końca skumała. Zresztą.. czasem po prostu woli koronę od hełmu, a niemal codziennie woli „piętną sutnię” (w dalszym ciągu wymawia „t” zamiast „k”, co bywa urocze zwłaszcza w słowach takich jak na przykład „kulka” :) niż rycerską zbroję.

Pewnego ranka krążyła po domu z godnością, bo właśnie przyodziała świeżą sukienkę, odpowiednio długą i nawet trochę falbaniastą, na potargane włosy założyła najpiękniejszą złotą koronę. Przechadzała się tak zaglądając głęboko w oczy wszystkim napotkanym domownikom, by sprawdzić czy efekt jest tak piorunujący, jak to sobie zaplanowała.

Wreszcie stanęła przed Młodym, zakręciła kiecką dookoła i spojrzała na brata, trzepocząc rzęsami.

„Widzisz jaką mam sukienkę?” – zapytała, by brat chociaż na chwilę odczepił się od zabawek.

„No faktycznie ładną” – odparł on zerkając na nią ze szczerą aprobatą – „Bardzo ładnie w niej wyglądasz!” – dodał uprzejmie wracając do swoich zajęć (w tym momencie serce matki całkiem się roztopiło ze wzruszenia, ale chyba nie muszę wspominać).

„Jak dorosnę zostanę księżniczką i będę miała ślub i prawdziwego rycerza” – rzekła ona strzepując niewidzialny pyłek ze swojej „sutni”. Pomyślałam tylko, że w obecnym świecie można być co najwyżej żoną piłkarza albo insta-celebrytką, ale powstrzymałam się od komentarza. Młody się nie powstrzymał.

Pochylony nad stołem, nie oderwawszy się nawet od swoich Lego superbohaterów i rycerzy Playmobil skomentował sprawę ponurym głosem:

„Już nie ma prawdziwych rycerzy. Rycerze dawno wyginęli, prawda mamo?”

„Prawda, synku”– odparłam dusząc się ze śmiechu, bo to była bardzo akuratna odpowiedź, i tak bardzo, BARDZO na czasie.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

4 komentarze

  • Reply Zuzi 17/07/2017 at 20:13

    Cudowne, cudowne, nader cudowne. Hitem jest dla mnie Kropka-Mamusia 😂😂😂😂 uwielbiam Twoje dzieci jak swoje!

    • Reply Agata / Ruby Times 18/07/2017 at 00:06

      Noo, ta zabawa jest mega, od tego czasu pojawia się cyklicznie :)
      Ale chyba nie świadczy o mnie aż tak najgorzej, bo na serio poza zrzędzeniem o bałaganie jest w niej bardzo dużo przytulania, głaskania po głowie i patrzenia w oczy (i szykowania żarcia:) #storyofmylife

  • Reply Magda Z. 18/07/2017 at 14:32

    Pisałaś, że tekst bez puenty, przesłania i morału, a ja tu dostrzegam co najmniej dwa: że prawdziwych rycerzy już nie ma i że życie z dziećmi ociera się o studiowanie filozofii (a niekiedy i matematyki).:) U mnie też na tapecie zabawa w składanie wyrazów z literek oraz w dodawanie i odejmowanie, czyli – wg mojego Synka – w „dodawanie i… oddawanie!”.;)

    • Reply Agata / Ruby Times 18/07/2017 at 21:16

      No faktycznie, jakaś puenta jednak się przyplątała.
      Dodawanie i ODDAWANIE :) Jak już dzieci coś wymyślą :)

    Napisz, co o tym sądzisz