Na temat

Kupuj & bądź szczęśliwa!

W dzisiejszym świecie ciężko jest zaakceptować siebie takim, jakim się jest. Media serwują nam zmieniające się co sezon idealne wizje życia, którym nie jesteśmy w stanie sprostać, a marketingowe ostrze wymierzone jest przede wszystkim w kobiety. Ktoś dyktuje jak powinnyśmy wyglądać, a my tylko słuchamy.. i krytycznie przeglądamy się w lustrze.

W katalogach sieciówek kolekcje dla dorosłych kobiet dość często eksponowane są przez 13 – letnie modelki, na których wszystkie szorty i krótkie spódniczki wyglądają obłędnie. W wieku 13 lat też miałam nogi jak sarenka, jako 30 – latka (z plusem) już kurde nie mam. Co zrobisz? Nic nie zrobisz! Generalnie kobiety zawsze miały przechlapane, jeśli chodzi o wygląd, ktoś zawsze ustawiał poprzeczkę wizerunkową w dziwnym i niewygodnym miejscu. Bo niewygoda jest na stałe wpisana w bycie kobietą.

Gorset.

W dawnych czasach płeć piękną krępowały namacalne więzy. Gorset ściskający Scarlet O’Harę, powodował, że dumna właścicielka uzyskiwała tylko 17 cali w talii. Hiszpańskie suknie na stelażach verdugado spowodowały zmiany w architekturze – trzeba było poszerzać drzwi w pałacach. Kreacje z czasów Marii Antoniny miały stelaże z zawiasami – by elegantki mogły łatwiej je unosić, przechodząc przez próg i wsiadając do karoc, ale kobiety i tak poruszały się z trudem. Możemy się z nich śmiać, ale gdy patrzę na współczesne 20 – centymetrowe szpilki lub czarne gigantyczne tyłki napompowane przez właścicielki toną silikonu to śmiać się przestaję. Kanony piękna są zmienne, ale skłonność do przesady pozostała ta sama. We współczesnym świecie teoretycznie panuje swoboda i luz. Możemy wreszcie robić  to, co chcemy i wyglądać tak, jak mamy ochotę. Nowe gorsety tkwią jednak w głowach i są dużo bardziej krepujące i ograniczające niż dawne metalowe konstrukcje pod sukniami.

Fuerteventura.

Pewna młoda Irlandka pojechała na Fuerteventurę z koleżankami. Przygotowała się dobrze do wyjazdu, w walizce miała zestawy ubrań na każdą okazję: niezobowiązujące plażowe i casualowe miejskie, a na dodatek sporo drapieżnych wieczorowych stylizacji. Tak wyszło, że większą część wakacji dziewczyny spędziły w lokalach – na słońcu jest za ciepło, makijaż zaczyna spływać i w ogóle beznadzieja. Można stracić kontrolę nad własnym wyglądem! Lepiej ukryć się w klimatyzowanym klubie.

„To nie lepiej wskoczyć do basenu, by się trochę ochłodzić niż siedzieć w knajpie z klimą?”

„Chyba żartujesz. Moje włosy wyglądałyby później źle przez cały dzień!”

Moment, w którym ładny wygląd staje się dla nas nadrzędną wartością, to również ten, w którym przestajemy cieszyć się życiem. Słoneczne wakacje, piasek przylepiający się do stóp, rozpuszczone włosy ociekające wodą. Luz, spontaniczność, radość. I w tym wszystkim kuriozalne grupki dziewcząt posmarowanych sztuczną opalenizną, przemykające w swoich outfits of the day z hotelu do pubu. Z mocnym make upem, z perfekcyjnymi fryzurami – na wakacjach, ale jednak dalej w swoich ciasnych gorsetach. Czy wiecie, że w kilku dublińskich lokalach mają ogólnodostępne maszyny prostujące, by wystylizowane panny, które przyszły na imprezę mogły sobie doprostować to, co się zepsuło w drodze do klubu? Taka ciekawostka.

American Dream.

Lśniąca, utrwalona lakierem fala na głowie i rozkloszowana kolorowa sukienka nawet do prac domowych. Idealna amerykańska żona z lat 50-tych jadła presję na drugie śniadanie. „Musisz być piękna dla niego” – dla swojego Working Class Hero – zachęcały reklamy. Zadbana żona miała być podporą amerykańskiej rodziny z domku z podjazdem i przystrzyżonym trawnikiem dookoła. Z dwoma samochodami i dwójką dzieci, jak na American Dream przystało. W idealnych, zawsze uszminkowanych wizerunkach było jednak wiele pęknięć – kobiety nie wytrzymywały w tej sztucznej rzeczywistości, wpadały w nałogi, depresję, chociaż na zewnątrz zakładały uśmiechnięte maski. Kojarzycie kawałek „Mother’s Little Helper” The Rolling Stones? Właśnie o tym śpiewają.

Dziś jest inaczej. Nikt nie mówi – „musisz być piękna dla niego” – bo to jest passé, by robić coś dla kogokolwiek, a zwłaszcza dla faceta. Stare hasło przekuto więc umiejętnie w nowy, wyemancypowany slogan – teraz masz się starać się równie mocno, ale dla siebie samej. Podejmujesz wyzwania bikini, chcesz mieć muły jak Chodakowska, przygotowywać kolorowe śniadania, nocami wypiekać zdrowe muffiny i dbać o dom niczym PPD. Do tego pracować zawodowo i nie zaniedbywać rodziny. Phi, to przecież pestka dla współczesnej kobiety!

Małe dziewczynki.

Oferta urodzinowych imprez dla dziewczynek w SPA niedawno pojawiła się w Polsce. 6 – letnie i starsze panny, zachwycone malowaniem paznokci, owocowymi maseczkami i dobieraniem kolorów pasujących do typu urody. Uczące się jak podkreślać atuty i tuszować mankamenty. W pozornie niewinnej zabawie trochę przez przypadek i bez złych zamiarów organizatorki pojawił się jednak wątek niezadowolenia z własnego wyglądu i podprogowe przesłanie, że musimy coś w sobie poprawić, by być wartościowszymi osobami.

Dzisiejsze małe dziewczynki opętane są myślą o swoim wyglądzie. Karmione bajkami o królewnach wyglądających (no wybaczcie, mówię jak jest) jak prostytutki, do zabawy dostające seksowne lalki Bratz, od dziecka budują swoją wizję roli kobiety w społeczeństwie. Zdziwił mnie i zasmucił wpis 10 – latki na profilu znanej trenerki, wpis z prośbą o diety i ćwiczenia ODCHUDZAJĄCE odpowiednie dla jej wieku. Być może to zaniedbania rodziny, choroba lub własne predyspozycje do tycia tej młodej osoby, nie wiem, nie oceniam.. ale 10 lat! To wiek, w którym wspinałam się na drzewa w poszukiwaniu żywicy. Jeździłam na rowerze do upadłego, chodziłam w koszulach w kratkę i potarganych starych dżinsach i nie myślałam o dietach odchudzających. Współczesne 10 – latki, chyba częściej patrzą w lustro – są bardziej małymi kobietkami niż po prostu dziewczynkami. Nie lubią swoich łydek, albo nosa, przejmują kompleksy dotyczące wyglądu od matek. Idealnie skrojone przyszłe klientki firm kosmetycznych i salonów urody – już sfrustrowane i nieszczęśliwe, już chcące poprawiać. Świat producentów czeka na Was z niecierpliwością, troskliwie otwierając ramiona.

Kupuj & bądź szczęśliwa.

Czy wiecie, że im bardziej jesteśmy nieszczęśliwe i zahukane, tym lepiej dla reklamodawców? Że to idealny grunt, jeśli nie akceptujemy siebie, swojego ciała, garderoby, stylu życia, bo wtedy więcej wydajemy? Schemat reklamy polega na tym, by utrzymać nas w ciągłym poczuciu niespełnienia. Mamy się czuć nieszczęśliwe, by nowy perfekcyjny produkt rozwiązał nasze problemy. Bez względu na to, czy mówimy o torebce z nowej kolekcji, czy ujędrniającym kosmetyku, którego producent obiecuje cudowne efekty już po miesiącu – zakup ma poprawić nasze samopoczucie. W chwilę po wklepaniu kodu PIN i odebraniu lśniącej torby od sprzedawcy jesteśmy w euforii, w ogranizmie wytwarzają się serotonina i dopamina – to znaczy, że nasz „układ nagrody” z mózgu czuje się naprawdę nagrodzony. Z tym, że produkty uszczęśliwiają tylko na moment, mgnienie oka, a po chwili zachwyt opada i wraca niedosyt, być może połączony z wyrzutami sumienia. Jeśli jesteśmy mało odporni na reklamę, to prawdopodobnie nigdy nie poczujemy spełnienia, bo ktoś gdzieś właśnie kreuje nowy produkt, w którym mamy się zakochać do nieprzytomności portfela. Tak na marginesie: pocałunki, seks lub zjedzenie kawałka czekolady również zwiększają poziom wyżej wymienionych hormonów, a są tańszymi sposobami na poprawę samopoczucia:).

Ulga.

Dojrzałam wreszcie do tego, że nic nie muszę robić w kwestii mojego wyglądu. Mogę, ale nie muszę. Lubię się odstrzelić na wyjście, posiadanie rodziny dało mi jednak nowe luźne podejście do tego, jak się prezentuję. Ważniejsze jest to, by szybko znaleźć się poza domem, by zmienić otoczenie, niż to czy moje włosy są akurat ułożone. Zazwyczaj nie są i cóż, wzruszam ramionami. Komuś to przeszkadza? Powiedzmy, że to nonszalancki styl. Od razu brzmi lepiej, zresztą – cholera, świat ma ważniejsze problemy na głowie, niż .. moja głowa.

Bo przesadne koncentrowanie się na sobie to egoizm i krótkowzroczność. Kreowanie sztucznych problemów, przez co nie dostrzegamy tych prawdziwych. Bo niekontrolowana konsumpcja i dążenie do doskonałości zostawia za sobą górę śmieci. Produktów jeszcze przed chwilą pożądanych, a dziś już niepasujących do stylówy i nagle niemodnych. Chociaż często wcale nie zużytych.

No dobra, to wszystko brzmi bardzo mądrze, ale czytając ten tekst możecie uznać, że cierpię na rozdwojenie jaźni, że bloga prowadzą dwie różne osoby, albo że niezła ze mnie umoralniająca hipokrytka. Po prostu jestem typowym „produktem” naszych czasów. Z jednej strony chcę  żyć mądrzej i kupować świadomiej, z drugiej bywam podatna na sztuczki marketingowe i nowe lśniące produkty za szklaną szybką, skrojone na moją miarę, ekspresowo ulepszające życie. Czym więcej jednak czytam o tych sztuczkach i niezbyt moralnym postępowaniu wielkich producentów dóbr, tym więcej mam refleksji na ten temat, tym bardziej robię się odporna na marketing. Nie bez kozery kadr z filmu „WALL-E” jest ilustracją do wpisu, a jeśli ciekawi Was ten temat, to niedługo chciałabym go poruszyć z trochę innej perspektywy. Oczywiście, jeśli tylko chcecie.

logo

P.S. Dziękuję Kate za ciekawą rozmowę, która zainspirowała mnie do napisania tego tekstu.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

12 komentarzy

  • Reply FrenchKate 05/05/2015 at 00:00

    To ja dziękuję. To była dobra rozmowa i cieszę się, że w jej wyniku powstał ten post. Do tego wszystkiego, o czym napisałaś Ruby, należy jeszcze dodać zjawisko „planowanego postarzania”(„planned obsolescence”). Wszystko, co kupujemy ma zaplanowane zużycie. Piękna sukienka szybko się zmechaci, a dżinsy się przetrą we wstydliwym miejscu nie z naszej winy (albo naszej pralki), ale z winy producenta, który chce żebyśmy sobie kupili szybciej coś nowego. To samo dotyczy jedzenia (daty ważności na owocach! dobre owoce supermarket musi wyrzucić bo są „przeterminowane”) czy sprzętu elektronicznego. Warto sobie zdawać sprawę z metod, jakimi jesteśmy manipulowani na każdym kroku. Dzięki temu będziemy dużo szczęśliwsi z samym sobą, z naszym życiem i stanem posiadania.
    P.S. Co do sarnich nóg, to nie wiem czy czy bym chciała. Za dużo zachodu z depilacją:)

    • Reply Ruby Soho 05/05/2015 at 00:11

      O „planned obsolescence” mam zamiar jeszcze napisać. Postanowiłam rozdzielić kwestie wymagań odnośnie wyglądu (zwłaszcza kobiet) od tematu konsumpcji i planowanego postarzania, bo elaboratów na 2 tysiące słów nikt nie chce czytać :)
      Sarnie nogi = LOL :D

  • Reply KLUSCKA 05/05/2015 at 02:50

    Mnie denerwują wszystkie kolorowe pisma żerujące na młodych Matkach-Polkach ukrytymi przekazami: „jak nie kupisz tej kołderki to Ci dziecko nie zaśnie”, „jak nie kupisz tej butelki dziecko będzie miało kolki” itp. itd.
    Pamiętam, że w tydzień od mojego powrotu z niemowlakiem do domu Mąż wydał tysiąc złotych na wszystkie niby niezbędne gadżety, a dziecko i tak płakało:D Przy drugim wydawało mi się, że jestem mądrzejsza i się nie daje nabrać na te hasła, a tu proszę – przeglądam Twój blog, a Twoje Dzieci bawią się tymi samymi zabawkami – a wydawało mi się, że wybierałam je tak długo i są nietuzinkowe /np. drewniane puzzle ciuchcia z cyferkami, arbuz gryzaczek i dużo innych;)/. Ostatnio poszłam do Przyjaciółki w odwiedziny i jak zobaczyłam te piętra zabawek z dumą powiedziałam do Męża, że nasze Córki tyle zabawek nie mają. Innym razem zapytałam czemu w sumie mają ich tyle, a Ona odpowiedziała mi bardzo mądrze: bo dziś dzieci tak krótko są dziećmi to niech się szybko nabawią – Jej sześcioletni Syn chce już PlayStation… i mówi mi, że jest przerażona kiedy siedmioletnia Jej chrześniaczka gardzi kolejną lalką, bo woli gry! Ale Jej dzieci zabawki mają świetne – dziś jak moja trzylatka dała w nie nura to w końcu wypiłam gorącą kawę do końca:)

  • Reply Zuzi 05/05/2015 at 10:13

    Ja bym czytała elaboraty! Kolejny smakowity artykuł (no to już post nawet nie jest!) który równie dobrze mógłby się znaleźć na łamach ‚Twojego Stylu’ albo innych ‚Wysokich Obcasów’. Świetny, dający do myślenia kawałek publicystyki. Brawo Ruby!

  • Reply Zuzi 05/05/2015 at 10:14

    PS Ale co Ty chcesz od swoich nóg?!?!?!?!? :> moje dziesięcioletnie chyba były gorsze:)

    • Reply Ruby Soho 06/05/2015 at 07:13

      Nic od nich nie chcę, Zu! Ale wiesz. Trzynastoletnie to one nie są i już nie będą. Chodzi mi tylko o to, że to hipokryzja używać dziewczynek do prezentowania damskich kolekcji. Dziewczynki mają zupełnie inne sylwetki. To nie fair.

  • Reply Matko Zabawko 05/05/2015 at 23:39

    Zawsze wiesz jak ugryźć temat! Jak wychodzę z domu nie spędzam zbyt wiele czasu przed lustrem. zarzucam na siebie to co wygodne, włosy w kucyk, oczy pod tusz tak żeby nie odstraszać za bardzo i wsio. Teraz nadchodzą ciepłe dni – lubię je, ale wiąże się to z dluższym prysznicem…przecież nie będę pokazywać moich igiełek na nogach :/

  • Reply radoSHE 06/05/2015 at 00:19

    Ruby, jak Ty już napiszesz post z tych „poważniejszych” to pełne chapeau bas! Świetny post! :)

    • Reply Ruby Soho 06/05/2015 at 07:14

      Dzięki :)
      Nie będę ściemniać, że powstał w 3 godzinki.

  • Reply Edyta 06/05/2015 at 10:24

    Jak zaczęłam czytać wiedziałam, że padnie słowo – gorset. Przez Kate i dzięki Kate :)

    • Reply Ruby Soho 06/05/2015 at 11:59

      No tak – trochę Kate znasz :)
      Dzięki za odwiedziny. Wpadaj częściej!

  • Reply flexaplusinfo.pl 22/08/2015 at 15:23

    Bardzo trafnie napisane, nic dodać nic ująć.

  • Napisz, co o tym sądzisz