Czytelnia, Książki dla dzieci

Kubuś Puchatek

Gdy już zaśnie, wyciągam z jego omdlałych rączek książkę. Prawdę mówiąc dość często mam ochotę pożyczyć ją sobie na wieczór, by dowiedzieć się jak skończył się kolejny rozdział, bo to taka książka niby dla dzieci, ale czytelnik w każdym wieku doceni ten humor sytuacyjny i genialne dialogi.

„- Dzień dobry, Kłapouchy! – powiedział Puchatek. – To jest Tygrys.
– Co to jest Tygrys? – spytał Kłapouchy.
– To – wyjaśnili Prosiaczek z Puchatkiem jednocześnie, a Tygrys uśmiechnął się swym najbardziej pogodnym uśmiechem i nic nie mówił. Kłapouchy obszedł Tygrysa raz dookoła, potem zawrócił i obszedł go drugi raz w przeciwną stronę.

– Co to jest to, co powiedziałeś? – zapytał.
– Tygrys.
– Aha – powiedział znów Kłapouchy.
– On właśnie przyszedł – objaśnił Prosiaczek.
– Aha – powiedział znów Kłapouchy.
Milczał przez długi czas i wreszcie zapytał:
– A kiedy on sobie pójdzie?”

Jako dziecko uwielbiałam Kubusia Puchatka, więc gdy tylko zauważyłam u synka pierwsze symptomy miłości do misia (tego w wersji disney’owskiej) postanowiłam sprezentować mu oryginał na którym się wychowałam. Nasza Księgarnia popełniła wspaniałe kolekcjonerskie trzy tomowe wydanie tej opowieści, a ja obawiałam się, czy lektury z dużą ilością słów i staromodnymi ilustracjami przypadną do gustu dziecku przyzwyczajonemu do intensywnie kolorowej i uproszczonej wersji. Bezpodstawnie. Możecie wierzyć lub nie, ale pierwszy tom i połowę drugiego znam już niemal na pamięć, bo Młody maltretuje mnie tymi opowieściami wiele razy dziennie.

„- Jak się masz, Prosiaczku! – powiedział [Puchatek].
– Jak się masz, Puchatku! – powiedział Prosiaczek.
– Co robisz?
– Próbuję dosięgnąć kołatki – odparł Prosiaczek. – właśnie przechodziłem tędy…
– Pozwól, że cię wyręczę – rzekł uprzejmie Puchatek. Sięgnął w górę i zakołatał do drzwi (…) – Jak długo ten, co tu mieszka, każe nam czekać pode drzwiami?
I zakołatał znowu.
– Ależ, Puchatku! – zawołał Prosiaczek. – Przecież to twoje własne mieszkanie!
– Prawda, zupełnie o tym zapomniałem – powiedział Puchatek. – Więc wejdźmy. I weszli.”

Zadziwiające, że istnieją historie, które potrafią zawładnąć wyobraźnią coraz to nowszych pokoleń dzieci. Oryginał książkowy, napisany przez Alana Alexandra Milne, pochodzi wszak z początków XX wieku! Myślę, że kluczem do sukcesu jest uniwersalność tej opowieści, napisanej przez ojca dla syna, ożywiającej pluszaki z dziecięcej sypialni i lokującej je w wymyślonym Stumilowym Lesie (tu możecie podejrzeć jak wyglądały oryginalne zabawki małego Christophera Robina). Myślę, że każdy z nas mógłby (gdyby miał wenę/czas/siłę) wyczarować dla swojego potomka taką opowieść, z uwzględnieniem zaprzyjaźnionych maskotek, rezydujących w dziecięcym pokoiku – wszak ogranicza nas tylko wyobraźnia!

„- Powiedz, Sowo – powiedział Krzyś – czy to nie zabawne? Jestem na wyspie!
– Warunki atmosferyczne były ostatnio nader nie sprzyjające – rzekła Sowa.
– Co było?
– Deszcz padał – wyjaśniła Sowa.
– Tak – powiedział Krzyś – bardzo padał.
– Poziom wody osiągnął nie notowaną dotychczas wysokość.
– Co się stało?
– Wszędzie jest pełno wody – rzekła Sowa.
– Tak – zgodził się Krzyś – wszędzie.”

Rodzic absolutnie nie jest pokrzywdzony intelektualnie podczas czytania tych książek – są one mądre i zabawne jednocześnie. Złote myśli wypowiadane przez (pozornie) głupiutkie zwierzątka zaskakują swoją trafnością, dodają lekturze ponadczasowości i plasują ją w kategorii absolutnej klasyki literackiej. Jest jeszcze jedna sprawa: rozczulające obrazki Ernesta Sheparda, które zapamiętałam z własnego dzieciństwa – jestem pewna, że Wy również doskonale je znacie.

IMGP8867 IMGP8868 IMGP8870 IMGP8881 IMGP8884 IMGP8893 IMGP8904 IMGP8906 IMGP8907 IMGP8908 IMGP8909 IMGP8914 IMGP8916 IMGP8918 IMGP8924

Trzeci tom przygód Kubusia Puchatka i jego przyjaciół został napisany i zilustrowany przez zupełnie innych autorów niż dwie pierwsze części. Książkę wydano wiele lat po powstaniu oryginałów, a czy są dobre – tego jeszcze nie wiem, bo od miesięcy wałkujemy „Chatkę Puchatka”. Gdy już się dowiem, to się podzielę wnioskami, a tymczasem chciałabym pokazać Wam coś jeszcze –  pasującego tematycznie, ale w zupełnie innym stylu.

Wielokrotnie wspominałam, że nie jestem fanem estetyki Disney’a. Bajki oglądam z niekłamaną przyjemnością, ale rysunki atakujące zewsząd (najczęściej z tandetnych z ciuchów, zabawek, kolorowanek) są przeze mnie ignorowane i pomijane w konsumenckich wyborach. Co innego ta książka (Winnie The Pooh. Tales of Friendship Treasury) – piękna, w twardej oprawie, w angielskim wydaniu, na dodatek kupiona za śmieszne pieniądze (TK Maxx). Ilustrowana jak to u Disney’a bardzo kolorowo, ale z gustem – weźmy taki rysunek sterty rzep na taczce. To są naprawdę bardzo ładne rzepy!

Skutek uboczny jest taki jak zawsze – Młody chce, by mu czytać. Z tym, że obecnie chce, by mu czytać po angielsku i po polsku. Interesuje się, wypytuje i zapamiętuje. Piglet, Tiger, Winnie The Pooh odkrywają przed nim tajniki języków obcych. „Kjójik po angielsku nazywa się LEBET” – stwierdza z powagą. Nam powagę utrzymać trochę trudniej. Z kolei książki coraz trudniej utrzymać.. w jednym kawałku, bo ktoś jeszcze pokochał okrągłego misia i jego ekipę – Kropka coraz bardziej zdecydowanie walczy o prawo do udziału w kartkowaniu lektur. Często jest ignorowana lub pozbawiana książek (bo zniszczy, wszak księgi nie są dziecioodporne), ale nie daje za wygraną. Doskonale rozpoznaje grzbiet książki o Kubusiu na wysokiej półce, piszczy, tupie, wskazuje rączką. Nie daje się zbyć substytutami w postaci kartonowych lektur dla gówniarzy. A gdy tylko uda jej się nielegalnie dopaść ulubioną książkę to potrafi nad nią siedzieć długie chwile zadając pytania, przeglądając i  – niestety – czasem przypadkowo gniotąc kartki. Najwidoczniej właśnie tak zaczynają prawdziwi miłośnicy literatury – co zrobić, jakoś zacząć trzeba.

IMGP9598 IMGP9603 IMGP9606 IMGP9616 IMGP9619 IMGP9620 IMGP9623 IMGP9624

Rzepy zacne, prawda?

logo

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

5 komentarzy

  • Reply Matko Zabawko 12/04/2015 at 21:58

    Kubuś Puchatek to bohater znany każdemu dziecku. W czwartek robimy roczek z jego motywem :)
    Wstyd przyzna, ale książki nie czytałam. A szkoda, bo cytaty,które wstawilas są świetne. Jeśli Antos będzie lubił książki chętnie zakupie i będę mu czytać :)

  • Reply No.2 13/04/2015 at 12:17

    Rzepy bardziej mi wyglądają na ubabrane ziemią buraki, ale i tak zacne ;) A u nas ostatnio taka scena: Kłapouszek i Kubuś na bodziaku z Biedry, na drugim Prosiaczek. Na desce do sikania… Kubuś i Kłapouszek. Na bodziaku Poli Prosiaczek a ona zapamiętale pokazuje na oba obrazki i piszczy. Jak to skumała… nie wiem, ale cudne :) Też lubi, choć jeszcze jej nie czytamy. Troszkę za malutka jest i nie lubi czytanek, woli oglądanki. Dlatego te gadżety kubusiowe (a raczej kłapouszkowe – którego fanem i sobowtórem jest mąż).

    • Reply Ruby Soho 13/04/2015 at 15:58

      Wyglądają jak buraki. Ale z treści wypada,że jednak rzepy :)
      Mąż sobowtórem Kłapouszka. Haha. Uwielbiam!

  • Reply kejt 13/04/2015 at 19:49

    Jakie pytania zadaje Kropka???:D Ten mały geniusz mnie zadziwia!

    • Reply Ruby Soho 13/04/2015 at 23:06

      Pokazuje na obrazki i pyta „to-to?” Pokazuje na różne autka i sprawdza czy to na pewno „brum brum”, na różne zwierzątka, wydając odgłosy (głównie odgłos „ła-ła”, który oznacza większość zwierząt;), na kwiatki robiąc nosem odgłos wąchania, by sprawdzić czy to to samo co inne znane kwiatki. Zasadniczo weryfikuje znane pojęcia. Młody robił podobnie w tym wieku, z tego co czytam w starych postach. Słodkie to jest. Ale czy genialne to już nie wiem :)

    Napisz, co o tym sądzisz