Na temat, Pasje

Kawałek wolności

Z Rudą umówiłam się na mieście. Już z daleka zobaczyłam jej niby – skórzane spodnie i płomienną grzywę, rozżarzającą cały przystanek autobusowy. Znacie Rudą? Nie? Ja znam Rudą połowę mojego życia, przeżyłyśmy razem wiele przygód, w które czasem ciężko uwierzyć nawet mnie samej. Nie pisałam o niej do tej pory, sama nie wiem dlaczego. Może po prostu Ruda nie pasuje za bardzo do profilu bloga „Matki Polki”.

Good girls go to heaven, bad girls go everywhere..

Wyobraźcie sobie moją euforię, że w ogóle doszło do tego spotkania, w pięknych okolicznościach miejskiej przyrody, z roztaczającą się przed nami perspektywą zdarzeń. W roli przystawki imprezowa ulica miasta, na którą nogi niegdyś same niosły (mimo, że torba na siłkę przewieszona była przez ramię), a w roli dania głównego koncert plenerowy. Tak, przyznaję: zachowywałyśmy się bez poczucia obciachu i poszanowania dostojnego wieku, w jakim jesteśmy. Tak, piłyśmy piwo, a gdy już nadszedł czas, by ruszyć w stronę lotniska na koncert jedna z nas oburzyła się setnie, że jak to iść taki kawał przez miasto o suchej twarzy? Zatroskana, że przecież to wypite piwo zdąży „wywietrzeć” zanim będziemy na miejscu, że trzeba coś kupić na drogę i zamaskować kartonikiem po zapiekance. Nie powiem która się tak martwiła.

Juwenalia.

Ludzie młodsi od nas o dekadę. Powyciągane swetry i kraciaste koszule, brodaci chłopcy i stylowe dziewczęta, które pewnie nie muszą farbować siwych odrostów kilka dni przed imprezą. Kolejki po piwo, kolejki do toi-toia, czyli wszystkie te irytujące sprawy, o których zupełnie się zapomina, gdy przestaje się jeździć na koncerty. Gdy rozbrzmiewa muzyka wszystko to przestaje być ważne. Gdy stoję w falującym tłumie, Kazik drze się do mikrofonu, a ja zdzieram gardło wraz z nim. Jakiś zapach zioła kręci w nosie, wwąchuję się mocniej. Z oburzeniem oczywiście. Ta dzisiejsza młodzież!

Mam wprawdzie jakieś stetryczałe odruchy, denerwują mnie ci gówniarze nie zważający na to, że nie są sami – normalnie ktoś ich powinien wychować, dać im lekcję koncertowego savoir – vivre’u. W duchu obiecuję sobie, że gdy wrócę do domu, to wpoję moim dzieciakom, że jak kapela dziękuje publiczności po koncercie, to nie pchamy się do wyjścia, nie przeciskamy łokciami przez morze ludzi, tylko klaszczemy i czekamy na bisy. A jeśli już nie posłuchaliśmy mamy i w czasie bisów jesteśmy daleko od sceny, to gdy nagle usłyszymy pierwsze takty ukochanego utworu nie rzucamy się przez ten tłum biegiem, z powrotem do epicentrum zdarzeń. Przez tłum, drogie dzieci, biegiem się nie da! Tratujecie po drodze bardzo dużo ludzi! Trzeba dzieciaki tych podstaw nauczyć, bo rodzice obecnych studentów najwyraźniej o tym zapomnieli.

Czy to wypada?

To była dobra impreza, chociaż niektóre młode mamy są bezgranicznie zdziwione, że można robić „takie rzeczy” mając potomstwo. Bo czy to wypada? Pić browary z plastiku i poprawiać darmowym cydrem, skakać na koncercie w glanach (szmacianych, po prawdzie), wydzierać gardło i spędzać czas nie rozmawiając nawet o dzieciach (dzieci? jakie dzieci?). Czasy się zmieniają, teoretycznie nikt dziś nie broni matce tego typu atrakcji. Teoretycznie.

W praktyce matkom wciąż wolno dużo mniej niż ojcom, a na dodatek – dziwna sprawa – kobiety często ograniczają się same nawzajem. To mamy potrafią być święcie oburzone na wieść o bardziej wyluzowanym podejściu do macierzyństwa. Zgorszone tym, że gadam o koncercie, a nie pamiętam nazwy ostatniej szczepionki dla Kropki i nie mam pojęcia ile mała ma zębów.

Obserwuję swoich znajomych. Niby ludzie otwarci i dalecy od jakichkolwiek konserwatyzmów, ale jednak podziały obowiązków są dość jasne. Na rodzinnej imprezie tatusiowie melanżują w ogródku „naprawiając grilla”, a mamusie – w ramach swojej małej wolności – rozmawiają (o dzieciach), popijając jakiś delikatny koniaczek i jednocześnie czujnym okiem bacząc, by latorośle nie pozlatywały z kanapy. Po pracy ojcowie wychodzą się odreagować, podczas gdy mamy odreagowują się.. w domu. Aż chciałoby się zanucić szowinistyczną piosenkę o żaglu. Szła jakoś tak:

„To męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać”.

Ale nie jest przecież tak źle: matki również mogą raz na jakiś czas zrealizować swoje społeczne potrzeby. Mogą wziąć dzieci i umówić się z koleżankami na placu zabaw, albo na kanapowe pogaduchy przy serniku. Wiadomo, że kobity tylko ciasta by jadły, cóż im więcej do szczęścia potrzeba niż trzy godziny gadania i trochę węglowodanów? W ostateczności mogą się wybrać gdzieś bez dzieci – do kawiarni, czy innej herbaciarni, ale w miarę wcześnie, by zdążyć na kąpanie. Albo do pubu na jedno piwko. Z sokiem.

Nie wiem jak się z tym czują inne matki, ale mnie wkurza to upupienie.

Moja potrzeba wolności wykracza poza sernik na kanapie i na szczęście mój mąż to respektuje – oczywiście w ramach naszych możliwości czasowych i finansowych. Wie, że chciałabym czasem wyjść ze znajomymi i nie robi z tego powodu fochów – chyba, że sam jest zmęczony i potrzebuje wytchnienia. Wie, że ważne jest dla mnie prowadzenie bloga, więc wspiera mnie w tym jak może. To działa w obie strony – gdy on postanowił rozpocząć.. hobbystyczne w sumie studia w innym mieście, ja również nie miałam wątpliwości, że powinien to zrobić. Nawet kosztem wspólnego czasu, dodatkowych dwóch weekendów (z noclegami) miesięcznie, co jest – umówmy się – sporym poświęceniem dla reszty rodziny.

Słowa klucz na dzisiaj to szacunek i kompromis. Szacunek – bo najpierw musimy zaakceptować i uszanować potrzebę posiadania swojej przestrzeni przez bliską nam osobę. Kompromis – bo to sztuka poukładać wszystkie obowiązki i powinności, by potem wydrzeć z doby dodatkowe  godziny wolności dla każdego z zainteresowanych.

Jestem z nas dumna, że mimo permanentnego braku czasu jakoś nam się to udaje. Może właśnie dlatego (po kilkunastu latach) jesteśmy dalej ze sobą szczęśliwi? Bo każde z nas robi coś ciekawego, może czymś zaimponować partnerowi. Nie musimy nieustannnie gadać o tych nieszczęsnych zębach i szczepionkach, bo mamy masę innych tematów do rozmowy. Chociaż po prawdzie, to mówię głównie ja, a i tak większość rozmów kończy się serią zachwytów nad naszymi dziećmi.

Każdy człowiek potrzebuje dla siebie odrobinę miejsca, czasu i akcji. To ważne, by móc realizować się po swojemu, by nikt nie upychał nas na siłę w szufladach z napisami „matka”, „ojciec”, „syn”, czy „babcia”. I daję głowę, że jeśli spełniamy się na różnych płaszczyznach, to stajemy się bardziej atrakcyjnymi partnerami dla naszych drugich połówek. Dlatego też apeluję – dla dobra Waszych związków – zróbcie dzisiaj coś dla siebie!

IMGP7468 IMGP7470 IMGP7463 IMGP7503 IMGP7490 IMGP7491 IMGP6397 juwenalia IMGP7510 IMGP7532 IMGP7533

logo

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

12 komentarzy

  • Reply coverbaby 09/06/2015 at 21:35

    Popieram i podpisuje się obiema rękoma i nogami :) Idę na piwo. Albo trzy :) bez soku…

    • Reply Ruby Soho 09/06/2015 at 21:37

      Yeah! Jasne, że idziesz! I robisz to dla swojego związku! :):)

  • Reply radoSHE 09/06/2015 at 21:57

    Świetnie, po prostu świetnie! Doskonale wiesz, że chętnie bym Wam potowarzyszyła. Ja właśnie dziś spotkałam się z oburzeniem koleżanki (też mamy), że „ośmieliłam” się zostawić z dziadkami na noc dziecko. W końcu ma ono dopiero PÓŁTORA roku! Głupio mi się zrobiło, bo nawet najmniejszego dyskomfortu, czy wyrzutów sumienia w związku z tym faktem nie poczułam. A co do tych grilli..to jest dokładnie tak jak piszesz, wszak w kiełbaski smażone na grillu muszą się nieprzerwanie wgapiać wszystkie pary męskich oczu, inaczej na pewno coś nie wyjdzie! choć nie mogę narzekać, mój mąż też jest dość wyrozumiały i nie staje okoniem, gdy wychodzę, wręcz przeciwnie, gdy widzi że zbliża się kryzys;) Także ten. Szykuj się na Poznań.

    • Reply Ruby Soho 09/06/2015 at 22:01

      Poznań, właśnie – co z tym Poznaniem?! (obgryza paznokcie i czeka na ostateczne wyniki)

      • Reply Ruby Soho 09/06/2015 at 22:04

        i tak wiem – że chętnie byś z nami to piwo zasłaniała kartonikami po zapiekance. I chowała w panice na widok radiowozu ;)

        • Reply radoSHE 09/06/2015 at 23:11

          Dżizz..damy radę nawet bez wyników ;) ale też bacznie obserwuję kiedy jakieś info czy coś się pojawi.

          • Ruby Soho 09/06/2015 at 23:13

            Coś wymyślimy. Nie ukrywam, że czekam też na info z Gdyni :) Poznań czy Gdynia. Hmmm…

  • Reply No.2 09/06/2015 at 23:25

    Kochana, ja nawet nie wiem ile ja mam zębów. Wywołana do tablicy musiałabym sobie policzyć (nie, że jakieś braki… chyba, że w wiedzy o anatomii). Za to z miejsca wyrecytuję Ci sposoby na ukrycie spożycia alkoholu w miejscu publicznym przed jurysdykcją miejską ;) Także ten, no – też bym poszła na piwo ;)

  • Reply Matko Zabawko 10/06/2015 at 08:53

    Aaa matka się bawi!! :D takie imprezy to ja lubię!

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 11/06/2015 at 15:19

    Święte słowa, brawo!
    I dla Was brawo, za ten szacunek i kompromis i układ win-win. I za tę pomysłowość, że w kartoniku od zapiekanki:D

  • Reply Aga M. 14/07/2015 at 21:53

    Świetne, po prostu świetne! Zaczytuje się ostatnio w Twoim blogu i serio takimi artykułami trafiasz u mnie w dziesiątkę!

    Ją wprawdzie mamą będę dopiero za 2 miesiące, ale znam doskonale siebie i wiem jak bardzo cenię sobie poczucie własnej wolności. Nie wyobrażam sobie, że miałabym zamknąć się w 4 ścianach i spokojnie przeczekać do czasu kiedy dzieci będą już w szkole, a ich całym światem będą koleżanki czy koledzy. Podczas gdy tatuś, a owszem, mialby czas na męskie spotkania przy piwie i wypady z kolegami. Może to kwestia zaufania w związku, traktowania siebie na równi i dawania sobie przestrzeni na robienie tego co się lubi. Mam wrażenie, że wiele kobiet godzi się na rolę Matki Polki bezgranicznie poświęcającej się całej rodzinie. Z tym, że często są to Matki Polki nieszczęśliwe, odwiecznie narzekajace na facetów, na których ciągle nie mogą liczyć.

    Uff ale się rozpisalam!

    • Reply Agata / Ruby Times 15/07/2015 at 01:03

      To prawda, mam takie samo wrażenie odnośnie Matek Polek :)
      Witaj na blogu, rozpisuj się częściej :)

    Napisz, co o tym sądzisz