Aranżacje wnętrz, Nasze mieszkanie

Jak hartowało się mieszkanie

Nasze mieszkanie to 130 metrów kwadratowych osobliwości. Jak to na wsi metraże są spore, jak to w wielorodzinnych domach jedyny nakład finansowy jakiego wymagało od nas – drugiego pokolenia mieszkańców – to doprowadzenie od stanu surowego do mieszkalnego. Dzięki pracy na emigracji ta adaptacja obyła się bez większego bólu portfeli, kredytów we frankach, a nawet oszczędzania.

Rok 2008. Byliśmy wtedy jak rozpieszczone bachory, które zarobiły pierwszą kasę.

Nie rezygnowaliśmy z podróżowania, ani imprezowania, a nowe kąty urządzaliśmy z zupełnie nieżyciowym rozmachem. Do tej pory łapię się za głowę, gdy myślę o ówczesnych priorytetach.. ale też uśmiecham się pod nosem, bo to mieszkanie, właśnie w swojej mało praktycznej, rozpieszczonej niegdyś formie, jest takie „nasze”.

100_7025 P1040812

Mistrzowie niewykorzystanej przestrzeni.

Znam ludzi, którzy na podobnym metrażu mają kuchnię, dwa salony, łazienkę, trzy sypialnie oraz pralnię, a nasze mieszkanko w początkowej fazie istnienia podzielone było na.. dwa. Dwa olbrzymie pokoje z szerokim przedpokojem i małą klitką wykorzystaną później na garderobę! Urzekły mnie wielkie rozmiary poddasza, romantyczne skosy dachowe i ogólnie ten rozmach. Wyobrażałam sobie minimalistyczne, by nie rzec puste przestrzenie, jakiś materac do spania, wygodną sofę, jakieś bardzo pretensjonalne sztalugi z nie wiadomo czyim, niedokończonym dziełem malarskim, gramofon i niedbale rozrzucone płyty na podłodze.. i niewiele więcej. Z jakimż cierpieniem oddałam się zadaniu wyznaczenia ścian pod przyszłą łazienkę!

Na szczęście poświęciliśmy kawał wnętrza na ten cel – mogliśmy wszak wpaść na głupi pomysł postawienia wanny ze szklaną ścianą po środku salonu. Ludzie robią różne rzeczy.

Gdy powstały już ściany łazienki uparłam się na dodatkowy pokoik. („Och, niszczysz taką piękną przestrzeń!” – ubolewała moja równie niepraktyczna mama). Pokoik był niezbyt duży. Składzik na suszarkę do ubrań i drabinę, wytrzeźwialnia dla przyjaciół, miejsce na graty, a kiedyś może sypialnia dla jakiegoś dzieciaka? Dość abstrakcyjne się to wówczas wydawało, ale tylko dzięki tej spontanicznej decyzji nasze Stwory mają dzisiaj swój własny kąt.

P1080789 P1080853 P1080896

Gdy pustostan zaczął nabierać pierwszych rumieńców w postaci drewna na podłogach i jaskrawych kolorów na ścianach (tak – emigracyjne życie w wynajętych mieszkaniach spowodowało tę chęć odreagowania się na własnym domu) przyszedł czas inwestycji w pierwsze sprzęty domowe.

Zaczęliśmy od kupna tych najbardziej niezbędnych, i nie – nie była to kanapa, pralka, czy lodówka. Ważniejszy był ekspres ciśnieniowy (podstawa w każdym gospodarstwie domowym, umówmy się), okrągłe, czerwone, aksamitne fotele z materacy futonowych (na antresolę), toaletka do robienia makijażu (must have, wiadomo) oraz.. statek piracki z Lego – nasze wielkie marzenie z dzieciństwa. Jeśli chodzi o kanapę, to nie kupiliśmy jej do tej pory, trochę żałuję, że nie wybraliśmy wówczas jakiegoś szalonego, super wygodnego narożnika, bo od lat jesteśmy skazani na wyleasingowaną  sofę od moich rodziców.

P1190200 (185) P1190200 (183) P1190200 (184)

Jak już chyba zdążyliście zauważyć racjonalne myślenie nie było naszą mocną stroną, mieliśmy za to mocne parcie w stronę totalnego melanżu i dobrego samopoczucia.

To były takie czasy, że gdy z zadowoleniem oglądałam postępy prac i nowe schody na antresolę to wizualizowałam sobie wielką imprezę dla naszych znajomych. W gramofon i głośniki zdążyliśmy się już zaopatrzyć, DJ miałby miejsce na antresoli, a na dole, w przestronnym salonie, widziałam ten skandujący tłum i…wszystkie ręce w górze! Przy barze drinki, no bo przecież musiał być bar przy kuchennej wyspie i odpowiednie krzesełka. „Gdy mieszkasz na odludziu i nie masz jak pójść do pubu, musisz zorganizować sobie pub w domu” – taka idea przyświecała naszym konsumenckim wyborom. Przy zakupie lodówki priorytetem była kostkarka do lodu. Ciekawe dlaczego? Hmmm… wszystko zaczyna się łączyć w sensowną całość, co nie? A po imprezie wyobrażałam sobie ten odpoczynek i spokojny chill na antresoli. W wielkich czerwonych fotelach, z fajkami wodnymi, arabską baklavą i ziołową herbatką.

P1140130 P1140132

Gdy jeszcze mieszkaliśmy za granicą naiwnie wydawało nam się, że mamy dużo pieniędzy, bo nie mieliśmy pojęcia, że każda budowa to studnia bez dna, bez limitów i cen zaporowych.

Czym bardziej zbliżał się termin naszego powrotu do Polski, tym bardziej miękły nam kolana, a wraz z ostatecznym powrotem płynność finansowa została poważnie zachwiana. Na szczęście to był moment, gdy wystarczyło „tylko” umeblować gotowy domek. Wówczas raz na zawsze zapomnieliśmy o wnętrzarskich butikach i dość szybko skierowaliśmy kroki w stronę poczciwej, przystępnej Ikei. Od tamtej pory dość ciężko jest nam wysilić się na oryginalność, a nasze mieszkanie wygląda jak żywcem wyjęte z katalogu szwedzkiego sklepu.

Minęło pięć lat, a ja wpycham kolejny regał do salonu i zastanawiam się jak zwiększyć pojemność szaf. Wydaje mi się, że jednak byłam naiwna myśląc, że będziemy egzystować w minimalistycznej pustce z samotną kanapą i japońskim parawanem po środku.

Nie zrobiliśmy ani jednej imprezy, po której sąsiedzi wzywaliby policję. Nie było DJ-a, ani skandującego tłumu. Kostkarka przydaje się głównie do przyrządzania letnich lemoniad dla dzieci, a antresola służy jako przechowalnia świątecznych kartonów z ozdobami i okazjonalnie jako sypialnia dla gości. Piracki statek z Lego pokrywa się kurzem na regale i czeka na czasy świetności, kiedy to moje najmłodsze dziecię przestanie pożerać niewielkie elementy plastikowe.

P1130502 P1130194 P1130167

Pokoik dziecięcy od dawna już nie mieści sprzętów naszych Stworów, sprzęty irytująco rozłażą się po domu, anektują salon, zapełniają kuchnię.

Stwory zyskują coraz większą przewagę siłową i liczebną, w końcu podjęliśmy więc ciężką decyzję o oddaniu im naszej sypialni. To aż 33 metry, których przez skosy dachowe nie da się wprawdzie podzielić na odrębne pokoje, ale można wydzielić tam sprytne strefy dziewczęce i chłopięce przy pomocy mebli. Mamy płonną nadzieję, że dając dzieciakom haracz w postaci większego pokoju powstrzymamy ich od plądrowania reszty mieszkania, w której będziemy mogli zachować cywilizowane warunki i pozory, że mieszkają tam dorośli ludzie. Tymczasem zrobiliśmy malowanie w sypialni (mąż) i rozważamy jak optymalnie urządzić to pomieszczenie. Póki co nie robimy nic, nie kupujemy mebli i nie majsterkujemy, bo płynność finansowa jest tradycyjnie zbyt mało płynna. Tylko dzięki temu mogę się jeszcze cieszyć piękną, świeżą, białą sypialnią, zanim na dobre przeniesiemy nasze wielkie łóżko do malutkiego pokoju dzieci. Chwilowo wygląda tak:

IMGP3289 IMGP3293

Czasem jeszcze kręcę z niedowierzaniem głową, gdy myślę sobie jakie priorytety kierowały nami na samym początku naszej stabilizacyjnej drogi. Jakie mieliśmy wyobrażenia o życiu, „złoto-młodzieńczy” rozmach, jakie niepraktyczne pomysły. Mimo to uwielbiam nasze wielkie i niezbyt dobrze rozplanowane mieszkanie.

Myślę, że tylko ta przestrzeń pełna energii pozwoliła mi jakoś przetrwać kilkuletnie matczyne zamknięcie i w sumie dziękuję losowi, że tych ścian jest nieco więcej niż cztery. Najwidoczniej niestandardowość to coś, co pomaga mi zachować psychiczną równowagę.

IMGP3181

P.S. Wszystkie zdjęcia, poza tymi ostatnimi z sypialnią, są baaardzo archiwalne i pochodzą z lat 2008-2010. Jeśli chcecie zobaczyć nieco bardziej aktualne to zapraszam do zakładki „aranżacje wnętrz” w górnym menu.

1

 

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

8 komentarzy

  • Reply Matko Zabawko 05/11/2015 at 22:55

    Mam bardzo podobne przemyślenia, gdy przypomnę sobie nas te 5 lat temu :D
    Nic nam nie przeszkadzało, mogliśmy pomieścić wszystko w jednym pokoju i nie sprzątać tygodniami.

    • Reply Agata / Ruby Times 05/11/2015 at 23:12

      Co to były za czasy! A już takie gotowanie obiadu zdarzało się raz na kilka dni :D

  • Reply tynka 06/11/2015 at 19:45

    Klockami-statkiem pirackim mnie rozwaliłaś!
    haha nasze myślenie o własnych czterech kątach też na początku tak abstrakcyjnie wyglądała ;) a materac do spania służył mi gdy już w 8 miesiącu ciąży schodząc z niego turlałam się ;) i wtedy pierwsza nasza „aranżacyjna” decyzja nastąpiła o zakupie RAMY łóżka do posiadanego materaca, haha
    Progres, że hej… u Was ma się rozumieć :)
    ps. to gdzie teraz ten statek skitrany?

    • Reply Agata / Ruby Times 06/11/2015 at 22:46

      Statek nawet nie jest skitrany, stoi sobie wysoko na regale i zbiera kurz, dzieci chyba myślą, że to taka ozdoba, bo nawet nie proszą, by go zdejmować :)

  • Reply coverbaby 06/11/2015 at 23:23

    Byliśmy tacy sami – ja i mój mąż :) ale jeśli kiedyś zdecydujesz się upchnąć stwory gdzieś w szafie ;) i zrobić tą ogromną bibę z DJ em na antresoli i pełnym drinków barem – wiesz gdzie mnie szukać :*

    • Reply Agata / Ruby Times 06/11/2015 at 23:44

      Jasne! :)

  • Reply Sylwia 08/11/2015 at 13:57

    Mieliście fantazję :) Zwłaszcza z tym statkiem pirackim :)

    My przed urodzeniem dziewczynek mieliśmy osobny pokój, który służył mi jako pracownia (pracuję naukowo, głównie z domu). 3/4 jego powierzchni zajmowało gigantyczne biurko. Byłam przekonana, że jest mi absolutnie niezbędne do pracy i nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak będę mogła pisać bez niego :) Cóż, jeszcze nie wiedziałam, w jakich warunkach przyjdzie mi pracować – gdzieś tam boczkiem na fotelu, z laptopem na kolanach i dziećmi usiłującymi się dorwać do klawiatury ;)

    • Reply Agata / Ruby Times 08/11/2015 at 15:29

      Zmieniają się te priorytety! Ja niedawno jeszcze zarzekałam się, że nigdy nie oddamy dzieciakom naszej wielkiej sypialni! No i proszę.. dwa lata minęły i zmieniam zdanie.

    Napisz, co o tym sądzisz