Na temat, Styl życia, Zdrowie i bezpieczeństwo

I Can Feel The Burn~!

Codziennie wstaję wraz z Lolkiem w okolicach siódmej rano. Przewijam, przytulam, całuję, ubieram, szykuję butelkę z mlekiem, przytulam jeszcze trochę. W końcu pakuję dziecię do kojca, a do rogu dyskretnie dorzucam całe stado pomocy naukowych, książek odpornych na zęby, klocków Duplo i innych atrakcji, które mają zająć małego człowieka przez najbliższą godzinę, gdy już mleko się skończy.

Następnie rozkładam matę, nalewam wodę do butelek, odpalam You Tube. I.. jadę z tym koksem.

Informacja o tym, że od pewnego czasu regularnie ćwiczę zelektryzowała wielu z Was. Pojawiły się pytania skąd biorę na to czas i siły przy trójce maluchów, jak to możliwe, że ćwiczę również wtedy, gdy jestem z dziećmi sama.. i ogólnie jedno wielkie „JAK TO?”

Będę z Wami szczera: owszem, trening przy dzieciach w wieku 16 miesięcy, 3 i pół roku oraz 5 lat jest możliwy, chociaż bywa cholernie trudny do przeprowadzenia, zwłaszcza na początku, zanim się przyzwyczają do nowych elementów w planie dnia, zanim uznają je za codzienną oczywistość i część rutyny.

Ta godzina ćwiczeń to nie jakaś bułka z masłem i dżemem bynajmniej, to nie tak, że moje dzieci w tym czasie przechadzają się po domu flegmatycznie, zajmują się głośną recytacją sonetów lub brzdąkaniem na harfach.

Prawda jest taka, że to godzina wyrwana brutalnie życiu, wyharatana z wielkim trudem z domowego grafiku, często kosztem innych równie ważnych spraw.

To godzina, którą wywalczyłam mimo przeważającego liczebnie wroga i okopałam się na swojej pozycji, mimo że ów wróg wciąż oblega moją karimatę, jakby nie mógł się pogodzić ze stratą cennych sześćdziesięciu minut nieustannej matczynej uwagi i niemal codziennie przypuszcza ataki, prosząc o picie, jedzenie, kredki, przytulenie i znajdując setki innych powodów do odciągnięcia mnie od celu.

Ćwiczę od dwóch i pół miesięcy. To już nie zapał neofity, tylko codzienna radosna rutyna, więc swobodnie mogę napisać, że taki mam teraz styl życia. Oczywiście kilka razy zdarzyło mi się nie ćwiczyć – z różnych powodów, głównie związanych z wyjazdami lub przyjmowaniem gości, ale zazwyczaj jestem zdeterminowana, by z rana zrobić mój zestaw.

Dlaczego tak późno zaczęłam? Dlaczego aż rok czekałam na pierwszy workout?

To proste – gdy urodziłam trzecie dziecko powiedziałam sobie, że wrócę do ćwiczeń, gdy zacznę się wysypiać. Postanowiłam wtedy, że będę dla siebie dobra i wyrozumiała i że nie będę się do niczego zmuszać, samobiczować z powodu braku sześciopaku dwa miesiące po dostarczeniu dziecka na świat. Bo umówmy się – gdy w domu masz niemowlaka i dwójkę starszych potomków spragnionych przytulenia, to czasem ciężko znaleźć czas na prozaiczne czynności – nawet takie jak załatwienie potrzeb fizjologicznych, a gdy uda Ci się nałożyć maseczkę albo wydepilować nogi to czujesz się co najmniej jak po weekendzie w spa. Dlatego nie ma co dokładać sobie zbyt dużo do ogólnej puli domowego stresu i presji, coś trzeba przełożyć na później.

Przez rok chodziłam jak zombie, a sen był dla mnie najwyższą formą luksusu.

Niejednokrotnie spoglądałam na łóżko łakomym wzrokiem, mogłam sobie popatrzeć na poduszkę, pofantazjować o tym jak się w nią wtulam, czując przyjemny chłód bawełny.. jak zamykam oczy. Tymczasem trzeba było wyjść z pokoju, zmierzyć się z kolejnym dniem, siłą podnosząc powieki. Mój trzeci potomek jadł całe noce, a ja karmiłam go, bo było to lepsze wyjście niż pobudka reszty dzieci. A gdy zaczynał się nowy dzień, wszyscy ruszali do ataku. Silni, młodzi, wyspani. Tylko ja jedna.. taki cień człowieka.

Dlatego postanowiłam, że zacznę ćwiczyć wtedy, gdy będę relatywnie wypoczęta. I to też mówię innym mamom. Prawdą jest, że każdy może ćwiczyć! Wszyscy trenerzy powtarzają jak mantrę „Yes, you can!” i inne „Sky is the limit”, ale warto do tych motywacji dodać:

Każdy może ćwiczyć, ale nie każdy może ćwiczyć akurat w tym momencie swojego życia. Nie wszystkie wymówki są lenistwem. Czasem lepiej poczekać na dogodniejszy czas, niż katować się w chwili, w której są absolutnie inne priorytety, niż bycie fit.

Jeśli nadszedł Twój moment i tak jak ja jesteś matką utkniętą w domu – mam dla Ciebie dobre wieści!

Wystarczy mieć dostęp do internetu i karimatę. Wygodny strój, sportowy stanik, bose nogi. No i odpowiedniego trenera na You Tube. Nie jest łatwo znaleźć kogoś wyględnego, ale spokojna głowa – ja znalazłam!

Przedstawiam Wam Rebeccę Louise. Zabawną Brytyjkę mieszkającą w Stanach. Przyjechała tam zupełnie nieznana, została trenerką w Xhit Daily wybrana z castingu, a obecnie po czterech latach ma wielkie grono fanów, własny kanał na You Tube i podróżuje po świecie kręcąc naprawdę fajne i miłe dla oka zestawy ćwiczeń (poniżej znajdziecie kilka linków do moich ulubionych).

W teorii to proste: rozkładam matę i ćwiczę, A jak to wygląda w praktyce?

Czasem starsze dzieci ćwiczą razem ze mną. Wyciągają starą karimatę (obgryzioną przez Kropkę jakieś dwa lata temu), skaczą, podnoszą ślamazarnie nogi, rozciągają ręce. Potem zaczyna im się nudzić i biegną do siebie. Bawią się sami albo rysują, oglądają książki, czasem się biją i kłócą – normalna sprawa. Przybiegają czasem pooglądać reklamy między filmikami.

Gdy kończę ćwiczyć, Lolek jest już zwykle dość zdenerwowany. Ostatnie dziesięć minut odbywa się zazwyczaj na syrenie – dokładnie wtedy, gdy Rebecca sugeruje by się rozluźnić i zapomnieć o troskach i problemach dnia. „Oczyść swój umysł” – mówi ona, a ja słyszę zdenerwowane krzyki z kojca. Chwilę później Lol zaczyna rzucać we mnie klockami Duplo, książeczkami i zabawkami. Czasem z jego powodu muszę zrezygnować z części treningu. „Wdech i wydech. Wyobraź sobie, że wdychasz zapach oceanu” – mówi Rebecca.. i łatwo jej mówić, gdy ma za sobą Koi Samui w Tajlandii.

Wdycham powietrze i czuję coś, co zdecydowanie nie jest oceanem. Wygląda na to, że po treningu trzeba będzie zmienić komuś pieluchę.

Najbardziej ze wszystkiego dziwi mnie pytanie znajomych: „jak to możliwe, że  przy tylu obowiązkach chce ci się jeszcze ćwiczyć?” – tak jakby trening był jakimś przymusem, nieprzyjemną koniecznością. A jest dokładnie odwrotnie! Trening jest moją odskocznią od obowiązków.

Fajnie napięte i dobrze porozciągane ciało powoduje że mam dużo więcej energii, jestem zwyczajnie szczęśliwsza. Kładę się wcześniej spać, by rano móc ćwiczyć. Blog leży odłogiem, rzadziej czytam książki, dom również cierpi, bo poranek to był ten czas, który poświęcałam zazwyczaj na rundę ze ścierą po półkach i szafkach, a teraz kurz bieleje na ciemnych powierzchniach drewna, a ja uczę się go ignorować. Z rana aż przebieram nogami na myśl o porannej porcji ruchu. Zaczyna się nowy dzień i zaczynam go dobrze, porządnie się rozciągam, robię masę przysiadów, ćwiczę brzuch, bo trzeba go doprowadzić do formy, wszak napracował się w ciągu ostatnich pięciu lat – nosił aż trójkę dzieci! Powoli wkręcam się w jogę dla początkujących. Relaksujące rozciąganie, poprawia giętkość ciała, mięśnie już fajnie rysują się pod skórą. Nie mam nadwagi (sportowej sylwetki też nie mam, mówiąc szczerze), ale ćwiczę bez atmosfery jakiejś wielkiej spiny, bez szumnych deklaracji życiowej odnowy. Odżywiam się zwyczajnie, bez diametralnych zmian. Dużo warzyw, owoców, nie stronię od węglowodanów, uwielbiam ziemniaki na tony, i nie ma bata bym nie dorzuciła do nich masełka. Gdy jest sernik, to jem sernik, no sorry.

Ale same ćwiczenia wspaniale mi robią na ciało i ducha, a gdy już się zacznie, to można się totalnie uzależnić od ruchu, co absolutnie każdemu polecam.

Oto moje ulubione workouty, może zachęcą Was do pracy nad własnymi kształtami:

1. Zestaw na wewnętrzną i zewnętrzną część ud (do tego krajobrazy marzenie;)

2. Mięśnie brzucha.

3. Mięśnie brzucha (z bonusem w postaci fok na plaży. Moje dzieci bardzo lubią ten filmik!).

4. Archiwalne nagranie z czasów, gdy Rebecca pracowała dla Xhit Daily. Fajne ćwiczenia na nogi.

5. A na koniec moje ulubione, bardzo relaksujące rozciąganie inspirowane jogą. Jakby stworzone dla matek na dobre rozpoczęcie dnia. Baaaardzo polecam!

Na You Tube znajdziecie setki lepszych i gorszych filmików treningowych tej trenerki, te są akurat moje ulubione. Dajcie znać w komentarzach czy aktualnie ćwiczycie/przymierzacie się dopiero/a może macie przerwę?

P.S. Moja boska mata to Yoga Design Lab. Kosztowała jakiś milion monet, na szczęście Bonami miało wielkie przeceny. Absolutnie ją uwielbiam, jest to moja jedyna jak dotychczas inwestycja w sportowy tryb życia, za to plus dziesięć do motywacji i dobrego humoru z rana. Ale ze starą obgryzioną przez dziecko karimatą też się dało ćwiczyć, no excuses!

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

12 komentarzy

  • Reply Patrycja|PatiCafe.pl 15/08/2017 at 19:50

    Brawo Agata! To się nazywa dobra organizacja i samodyscyplina :) Moje młodsze dziecię jak mama albo tata ćwiczą, uwielbia włazić na plecy. Tata standardowo już robi pompki z obciążeniem na plecach ;)
    Pozdrawiam ciepło :)

    • Reply Agata / Ruby Times 17/08/2017 at 20:40

      To standard, takie obciążenie na plecach. Dlatego robię dużo ćwiczeń na stojąco :D :D
      A jak już sobie dzieci pójdą to wtedy jadę z brzuszkami!
      Pozdrawiam również!

  • Reply radoSHE 15/08/2017 at 20:12

    JAK TY MNIE TERAZ ZMOTYWOWAŁAŚ! chociaż poranki przypominają u nas typowy bieg wariata, a wstania godzinę wcześniej nie umiem sobie (jeszcze) wyobrazić, ale kurde, od czego są wieczory, no excuses!

    • Reply Agata / Ruby Times 17/08/2017 at 20:41

      Właśnieee! Jedziesz z tym koksem, Radoshe!

  • Reply mamamagda 16/08/2017 at 11:45

    Popieram😊 ale zeby codziennie rano godzine??!! No SZACUN!!!😊 ja cwicze z Mel B i staram sie regularnie biegac (pochwale sie, a co mi tam! 😉) kiedys wydawalo mi sie to abstrakcja ale odkad rzeczywiscie cwicze regularnie podpisuje sie pod stwierdzeniem, ze od tego mozna sie uzależnić. Szczegolnie kiedy bieganie oznacza czas tylko dla siebie, POZA DOMEM. nawet jesli to tylko pol godzinki 😉 pozdrawiam i podziwiam 😊

    • Reply Agata / Ruby Times 17/08/2017 at 20:42

      Hej :) Oj, nie podziwiaj aż tak bardzo, Tak jak mówię czasem zdarzają się zawirowania rutyny, np właśnie wróciliśmy z krótkiego wypadu do rodziny, gdzie za bardzo nie było miejsca, ani czasu na ćwiczenia. Ale zamiast tego basen i spacer też dał radę :)
      Zgadzam się, że gdy już ma się dzieci to sport traktuje się jako fajny czas dla siebie samej :)
      Pozdrawiam serdecznie!

  • Reply e-milka 17/08/2017 at 00:24

    No excuses? But, dear Agata, my whole life are excuses. Never mind, go for it, I love you anyway! :)

    • Reply Agata / Ruby Times 17/08/2017 at 20:43

      No excuses. you go girrrrl! :)

  • Reply Algo 17/08/2017 at 10:06

    Ale motywujący wpis. ja mam aktualnie przerwe w ćwiczeniach. Zlikwidowali zajęcia jogi w moim ośrodku kultury :( i jeszcze zbiegło się to z moim powrotem do pracy za biurko na 8 godz. Po 1,5 mies czuje się 10 lat starzej. Chyba muszę w domu wykroić rano chwilę na rozciąganie.

    • Reply Agata / Ruby Times 17/08/2017 at 20:43

      No to chyba czas się porozciągać :)

  • Reply Pola-odpoczywalnia 17/08/2017 at 16:35

    Super super!. Ale Ty masz fajne podejście:)
    Tak czy inaczej podziwiam! Ja obecnie się zasapuję przy wejściu na nasze trzecie piętro;) ale też mam plan powrócić do ćwiczeń, jak się ogarniemy. Starszaki będą w przedszkolu, najmłodsze w objęciach Morfeusza a ja na macie (starym kocu)

    • Reply Agata / Ruby Times 17/08/2017 at 20:45

      Moje podejście jest takie, że dziś była wycieczka i tort z latte zamiast ćwiczeń! Ale potem orbitrek na placu zabaw, a wieczorem (zaraz!) może uda mi się wykroić chwilę na jogę.
      A Ty jesteś w takim momencie życia że priotytety są trochę inne. Spokojnie, powoli.. sama będziesz wiedziała, gdy będziesz gotowa, co nie?
      :)

    Odpowiedz na „Agata / Ruby TimesAnuluj