Aranżacje wnętrz, Nasze mieszkanie

Follygraph. Plakat z kawą oddam za darmo!

Tak już mam, że nieustannie chodzę po domu i kombinuję co by tu jeszcze zmienić, poprawić, ulepszyć. W korporacji taka fucha nazywa się „Continuous Improvement Manager”, a sprawująca ją osoba to ktoś, kto nieustannie szuka dziury w całym, aktualizuje procedury, dąży do ciągłych zmian na lepsze. Dodam, że jego pomysły zazwyczaj nie są lubiane przez zespół pracowników, którzy wrzucają je do worka pt. „udziwnienia”. Tak. To właśnie moja fucha jest :)

Nie planowałam już nic wieszać na ścianach w salonie, bo ścian prostych mamy jak na lekarstwo – same skosy – taki urok poddasza. Jednak gdy tylko zobaczyłam ten plakat, doznałam olśnienia: już wiedziałam, że będzie idealnie pasował, już wiedziałam gdzie dokładnie. W miejscu, w którym raczej miało nic nie wisieć – to miejsce nad wyspą kuchenną po prostu czekało na idealnego lokatora.
Plakat nadaje mojej kuchni takiego dyskretnego klubowego, kawiarnianego uroku. Możecie wierzyć lub nie, ale wisi w tym miejscu już od miesiąca, a ja codziennie patrzę na niego z uśmiechem. Zacieszam. Jaram się tym, że on tam jest, że tak pięknie mi pasuje do stylu. Nie dość, że wygląda jak należy, to na dodatek jest kopalnią wiedzy na temat kawy –  takie coś fachowo nazywa się „infografika” – a my oboje z mężem jesteśmy fanami zacnej porcji kofeiny. Nie bez kozery w naszym domu mnogość urządzeń do zaparzania: ciśnieniowy ekspres do dobrego espresso, przelewowy do americany i kafetiera na szybką małą czarną. Brakuje tylko tygielka, by parzyć po turecku. Jeśli chodzi o kawę, to wolę nie wypić wcale, niż wypić byle jaką, musi być z pianką, deserowa taka. W biegu, na stojąco i na zimno to już wolę się napić herbaty. Muszę przyznać, że niektóre rodzaje kawy na plakacie mnie zaskoczyły – wersji z cytryną lub sokiem nigdy nie próbowałam, inne wyglądają bardzo zachęcająco.. ta sugestywna bita śmietana na Cafe Borgia. Mniam!
Plakat z pracowni Follygraph jest wyjątkowy! Nie dość, że posiada rozmaite certyfikaty (od leśników na przykład), to jeszcze pochodzi z limitowanej, ręcznie sygnowanej serii – jest tylko 500 sztuk takich cudnych grafik. Do kupienia tutaj: Plakat „How To Make A Perfect Coffee”.
Tak się złożyło, że kupiony przeze mnie plakat dotarł ze wgnieceniem w tubie. Niewielkie to wgniecenie było, ale plakat doznał małego uszczerbku – pogniótł się w dwóch miejscach. Nie chciało mi się reklamować produktu, uznałam, że w ramce na ścianie nic nie będzie widać, napisałam jedynie w komentarzach do Follygraph co się stało. Reakcja pracowni była natychmiastowa – zostałam jedynie poproszona o zdjęcie zagięć, by złożyć reklamację na poczcie i już.. następnego dnia otrzymałam nową tubę z nowym plakatem. A dodam, że zamawiałam jako anonimowy zwyczajny klient, nikt w pracowni nie wiedział, że opiszę to wszystko na blogu, po prostu taką mają obsługę klienta!
Poniżej zdjęcia pogniecionego plakatu – tego pięknego, sygnowanego plakatu, któremu w gruncie rzeczy nic nie dolega, i chętnie ozdobiłby jakąś sympatyczną ścianę. Wprawdzie mogłabym go oddać mamie, albo siostrze, albo koleżance. Ale wiecie jak jest – nie po to kupujesz grafikę z limitowanej serii, by ją oglądać u mamy/siostry/koleżanki na ścianie jak jakieś masowe obrazki z Ikei!
Może ktoś z Was reflektuje? Jeśli tak, napiszcie w komentarzu dlaczego akurat Wam kawowa grafika przyda się najbardziej. Przesyłka oczywiście na mój koszt (krajowa), w ramach świąteczno-noworocznego prezentu. Nic więcej nie musicie robić, żadnych fan page’ów do polubienia, po prostu napiszcie komentarz, a ja dokonam subiektywnego wyboru. Na Wasze wynurzenia czekam do końca roku, a im mniej się znamy i im dalej mieszkacie, tym większe macie szanse, że tuba przybędzie właśnie do Was :).
Pozdrawiam i zapraszam do zabawy,
Ruby Soho

 

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

29 komentarzy

  • Reply InKa mama Frania 19/12/2014 at 13:29

    Ja bym była chętna, a nawet bardzo chętna!
    Jestem idealną kandydatką by otrzymać plakat z trzech powodów :
    1. Kawę darzę miłością nieskończoną, i to w każdej kombinacji smaków i dodatków.
    2. Od nowego roku usamodzielniamy się (tak jakby) mieszkaniowo, i był by to cudowny prezent do nowej kuchni!
    3. Mieszkam daleko :))) Bo na dolnym śląsku!
    Polecam się bardzo!

    • Reply Ruby Soho 19/12/2014 at 14:21

      Dzięki! Pierwsze zgłoszenie przyjęte! Nowe mieszkanie to dobry argument :)

  • Reply tynka 19/12/2014 at 13:42

    hahah :) no to nie mam szans ;) mieszkamy stosunkowo blisko, czuję się jakbyśmy się znały co nieco ;)
    kawę jednak kocham miłością bezgraniczną i o plakat zawalczę mimo wszystko :) bo nie dla siebie :)
    a dla kogoś komu powinien się fajnie wkomponować w przestrzeń kuchenno-jadalnianą ;)
    pozdrawiam

    • Reply Ruby Soho 19/12/2014 at 14:20

      ej no masz szanse, Justynko :) Znamy się trochę, ale „na żywo” do Twej kuchni nie zaglądam, więc śmiało – pisz!!!

    • Reply tynka 19/12/2014 at 23:41

      hehe…skoro tak…
      kawę piję nie jak Ty z namaszczeniem (a żałuję, bo fajnie by czasem było :) ) ;) ja nawet gorącej wypić nie potrafię…czarna, z cukrem, z mlekiem…obojętnie…kawę za zapach głównie lubię…ba! kocham!
      o grafikę chciałabym zawalczyć dla swojej Przyjaciółki…do Jej kuchni idealnie się wpasuje…bo w mojej…hmm jakby to ująć…nie ma wolnej ściany ;)
      POZDRAWIAM!

    • Reply Ruby Soho 20/12/2014 at 22:26

      nie ma co żałować, trzeba po prostu.. zacząć pić z namaszczeniem :) Pozdrawiam równiez :))

  • Reply Panna Oceanna 19/12/2014 at 13:51

    dobre, dobre ;)
    Gdybym tylko miała miejsce na niego ;(

  • Reply Magdalena 19/12/2014 at 16:22

    Ładny. Ale nasza kuchnia za mała na takie cudeńko :)

  • Reply Apetyt na książki 19/12/2014 at 16:34

    oo, jestem wielką miłośniczką kawy i bez minimum dwóch dziennie żyć nie mogę :) więc dzięki takiemu plakatowi mogłabym się inspirować i co dzień robić sobie inną kawę, by urozmaicić życie ;) no i my też ruszamy do nowego :D a że budżet został za mocno nadszarpnięty podstawowymi sprawami wykończeniowymi, to na takie atrakcje, jak plakat to nie ma co liczyć :D więc z miłą chęcią bym go przygarnęła, bo do naszym białych mebli kuchennych pasowałby perfekcyjnie :D Marysia

    • Reply Ruby Soho 19/12/2014 at 16:38

      W białej ramce.. No, idealnie :)

  • Reply Justyna Sz 19/12/2014 at 16:39

    Taki plakat byłby idealnym prezentem dla mojego męża – smakosza kawy. Ja ostatnio nie pijam kawy bo karmię naszą córeczkę, więc się zadowalam zbożówką… Ale mój mąż to inna historia, on picie kawy celebruje. Codziennie rano obowiązkowo kubek czarnej świeżo mielonej kawy, na pobudzenie. A popołudniu kawowa uczta: kawa po turecku, kawa z przyprawami (och jak on eksperymentuje!), cappucino, latte, mrożona kawa etc. A co jest w tym wszystkim najlepsze? Robi zawsze odpowiednik bezkofeinowy dla mnie :) Kocham go i chciałabym mu sprawić przyjemność takim plakatem :)

    PS. Ostatnio piliśmy kawę z miodem! Polecam! :)

    • Reply Ruby Soho 19/12/2014 at 23:49

      Zacny mąż. A i kawa z miodem mnie zaciekawiła, muszę spróbować. Ja wprawdzie też karmiąca, ale na słabą latte raz na kilka dni to sobie pozwalam.

  • Reply Jessi 19/12/2014 at 17:39

    Siadłam właśnie wymęczona dzisiejszym dniem i zakupami z gorącą kawką (trzecią dziś ;) ) do poczytania co tu u was słychać. A tu taki rarytas!!! Normalnie „must have” w każdej kuchni kawosza ;). Już zastanawiam się gdzie bym ją powiesiła w mojej wymarzonej kuchni, która to dopiero rysuje się u architekta ;p
    Ty na prawdę jesteś „Ruby Samo Zuo” ciągle mnie czymś kusisz!! Kocyk Lela Blanc – nie mogłam się oprzeć, kupiłam, mini lodówka dzieciaczków… już prawie jechałam 500 km do teściów (z myślą, że pojadę do Ikei – bo u nas nie ma) aby ją kupić… A teraz jeszcze ten plakat – już zapisuję sobie stronę, będzie jak znalazł jak będę urządzała kuchnię :D
    A czy daleko mieszkamy – prawie nad morzem, w okolicach Koszalina

    P.S. Kawa z cytryną – fuuujjjjj / piłam raz

    • Reply Ruby Soho 19/12/2014 at 23:51

      No, no – wpędzanie autorki bloga w poczucie winy za generowanie nowych potrzeb. Całkiem niezła strategia :)
      I ten Koszalin też całkiem obiecujący – jakby nie było to jakieś 700 km od nas :))

    • Reply Ania Kotynia 20/12/2014 at 23:24

      No ja nie wiem czy to podobny styl, czy jestem jak sroka… ale aż strach wchodzić, że znowu czymś mnie skusisz hehe :D
      700 km to czyżby.. Lublin? (bo albo przeoczyłam albo nie było skąd wy jesteście)

    • Reply Ruby Soho 21/12/2014 at 00:09

      Śląsk :)

    • Reply Ania Kotynia 21/12/2014 at 07:06

      Ach to nieco bliżej :-) Do Rybnika mamy 610 km… sprawdzone bo tam się urodziłam :-D

    • Reply Ruby Soho 21/12/2014 at 20:51

      spoko – odległość bezpieczna! Mogę brać pod uwagę :)

  • Reply Agnieszka 19/12/2014 at 21:10

    Kocham Twoją kuchnię <3 Przeokrutnie żałuję, że moja taka mała i nie mogę zrobić tego wymarzonego blatu czy też wyspy [jak to się fachowo nazywa] z krzesłami, ukryta za tym płyta, ajjjj rozmarzyłam się! Ale może kiedyś wygram w totka i powiększymy sobie to nasze poddasze. Wtedy plakat z kawą zawisłby w tym samym miejscu to u Ciebie! Plakat, taki pobudzający jakby się na niego rano spoglądało, to by się aż wstać i odprowadzić młodzież do przedszkola chciało ;)) Tylko jeszcze ekspres jakiś by się przydał, co by pod aromatycznym plakatem pić pyszną kawę. Zbieram na taki co to w kawiarniach mają, bo tylko z takich mi smakuje :D

    • Reply Ruby Soho 19/12/2014 at 23:06

      Mi też z ciśnieniowego najlepiej smakuje :)

  • Reply Aleksandra Dziuda 20/12/2014 at 05:45

    Chciałam właśnie ulepszyć trochę naszą kuchnię (czyli zmienić w niej wszystko) ale małżonek sceptycznie nastawiony do szalonych pomysłów żonki :) Taki plakat by napewno zaakceptował, jak każdy miłośnik kawy. No i certyfikat od leśników, a my prawie w lesie mieszkamy, w leśnej chatce z drewna, no poprostu plakat stworzony dla nas! A co do znania się to nie, nie znamy się, a szkoda :) pozdrawiam ! Ola z okolic Skierniewic

  • Reply mama84 20/12/2014 at 17:51

    Już od jakiegoś czasu sie szykuję na te plakaty, ale zawsze jest coś ważniejszego, a kuchnia od prawie dwóch lat taka jakaś pusta czeka na ten ostatni szlif w postaci dekoracji:)

  • Reply Kaps Love 20/12/2014 at 23:28

    Oho dla takiej nagrody warto zdradzić Kapslowy sekret;)
    Mąż uwielbia czarną, mocną kawę, ja uwielbiam wszelkie udziwnienia (ależ zaskoczenie;)) Kocham najdziwniejsze w smaku syropy, niezwykłe przyprawy oraz spieniacze do mleka, ręczne, elektryczne, ekspresowe. Kocham pić kawę w ogromnym kubku w złote wzory najlepiej późnym popołudniem w towarzystwie książki. Mąż delektuje się czarną cieczą w stalowym termicznym kubku, pokonując drogę do pracy słuchając Trójki. Podsumowując naszą miłość do kofeiny, budżet oraz lenistwo w obsłudze postanowiłam uszczęśliwić nas ciśnieniowym ekspresem na kapsle (tak tak dobrze kombinujesz kapsle i KapsLove;)) W niedługim czasie nasza rodzina powiększyła się o małego człowieka, który podobnie do kawy cudownie podnosi ciśnienie, niesamowicie rozbudza zwłaszcza nocą oraz roztacza aromat niestety nie zawsze czarujący. Syn odziedziczył po nas nie tylko pewne podobieństwo w wyglądzie (dzięki Bogu ma moje oczy bo mąż ma wyłupiaste;)) ale także fascynację kofeiną. Już od pierwszych dni towarzyszył w przyrządzaniu pobudzającego trunku, obserwując migające światełka, wsłuchując się w ciche bulgotanie wody oraz wdychał najpiękniejszy aromat na świecie. Wraz z umiejętnością chodzenia opanował także obsługę magicznego urządzenia przyrządzając najlepszą kawę wypełnioną dziecięcą radością, bezgraniczną miłością oraz szczyptą pulchniutkiej słodyczy (ahhh te pulchniutkie małe rączki:)) Z biegiem czasu i rozwijających się umiejętności nasz nadworny barista zwiększył dawkę kofeiny do pięciu na dobę. Nie mając serca odmówić dziecku, a tym bardziej zmarnować choćby kubka cennego trunku wspominam ten okres z przymrużeniem oka, a raczej z tikiem nerwowym;) Nie pamiętam dokładnie chwili kiedy syn stał się Kapslem czy w momencie kiedy kilkudniowy szkrab uspokajał się, dzięki szumowi ekspresu, czy w chwili podstawienia swojej butelki pod nalewak i naciśnięcie startu. Wiem tylko, że dźwięk włączania ekspresu jest w stanie oderwać go od najlepszej zabawy w świecie, a bardziej od kawy kocham jego dziecięce rozkazy „kawa! kapsel! kubek!”.
    Także moja droga uszczęśliwisz moją całą rodzinę tak niezwykłym prezentem, a mego małego baristę nauczysz nowych sztuczek:) Ściskamy mocno:)

    • Reply Ruby Soho 21/12/2014 at 00:14

      Uśmiecham się czytając :) Mój ma taką zajawkę na wszystko związane z kuchnią. Wyciągam coś z piekarnika, albo mieszam w garze, a on wierci się na krzesełku krzycząc: „nie widziałeeeeem!!” co oznacza, że mam natychmiast zaprezentować mu zawartość garnka, czy blachy :) A kawę często serwuje mi w swojej kuchence. Nawet przekonujące „uuułuuuu” robi, gdy mieli ziarna w wyimaginowanym młynku :)

    • Reply Ania Kotynia 21/12/2014 at 07:22

      Ale macie specjalistów do parzenia kawy… bo mój to tylko bawa z citrinką (kawa z cytrynką)… dla mnie to kawowe morderstwo ;-)

    • Reply Kaps Love 23/12/2014 at 11:13

      Mój też uwielbia pomagać mi w kuchni, a zwłaszcza coś mieszać lub kroić cukinię plastikowym nożem ( a raczej ją masakrować:)) Teraz nasi mali mężczyźni chętni do gotowania, a później będą mieli problem z zagotowaniem wody w czajniku elektrycznym ehhh ;)

  • Reply Moniq Ch 22/12/2014 at 13:23

    Idealny plakat dla mnie i mojej kuchni :)
    Jako, że mało kawy piję a jak już to tylko cappuccino albo late, bo żadnej innej zrobić nie umiem to w 100% taki obraz zawisł by u mnie na ścianie a ja mogłabym jednym mrugnięciem oka ściągnąć z ściągawki to i owo aby nacieszyć kubki smakowe pyszną kawą.

  • Reply Zosik 30/12/2014 at 23:22

    Na początek wyznanie: nie znamy się (czy w związku z tym będę mieć, jak w poprzednim ustroju, dodatkowe punkty za pochodzenie?), jestem z Krakowa (czy to na tyle daleko, aby miało jakieś znaczenia?) oraz jestem niekoronowaną królową prokrastynacji. Wszystko co wymaga wytężenia szarych komórek z lenistwa odwlekam w czasie tak długo jak to tylko możliwe. W głębi ducha licząc na tknięcie boskiego palca, na przypływ weny, natchnienia, czegokolwiek! A tu nic.
    Ogłoszenie o plakacie do zgarnięcia wyhaczyłam jeszcze przed Świętami i wciąż kombinowałam co by tu napisać, bo wiedziałam, że napisać coś muszę. Zazwyczaj nie biorę udziału w takich akcjach. Ale nie tym razem. Zagięłam parol na „How To Make A Perfect Coffee”. Takiej szansy odpuścić nie wolno. Wreszcie, przypilona, postanowiłam napisać jak jest ze mną, kawą i prokrastynacją.
    Co ciekawe i zastanawiające, prokrastynacja nie udziela mi się w dziedzinie sportu. Jeszcze trzy lata temu byłam skończonym leniem kanapowym, ale coś się we mnie zmieniło, pękło, przełamało i teraz po prostu wstaję, jem lekkie śniadanie i idę się spocić. Na przykład pobiegać, ewentualnie poćwiczyć na siłowni (to jutro, dziś w zasadzie). Albo na rower. Kawy przed sportem nigdy nie piję. Odkładam sobie ten rytuał na później (znów prokrastynacja! ale za to jaka przyjemna). Duża i nie czarna (bo espresso pijam tylko w czasie włoskich wakacji) to mniej pobudzenie, a bardziej chwila przyjemności i relaksu, nagroda ode mnie dla mnie.
    Jestem prawdziwym kawowym ożłopem. Mam swoje ulubione kubki (a proszę wiedzieć, że pijam kawę tylko i wyłącznie z porcelany, żadnych porcelitów – one psują mi odbiór kawy, niweczą całą radość) i parzę ją przy pomocy rozmaitych ustrojstw (w zależności od nastroju i zapotrzebowania na kofeinę: kawiarka, dzbanki z sitkiem różnych rozmiarów, ekspres w kształcie nomen omen kawiarki – pamiątka z wakacji przemycona w bagażu podręcznym tanimi liniami lotniczymi). Wracając do kawy, ta szatańsko mocna z kawiarki zaparzona z dużą szczyptą przyprawy do piernika smakuje mi ostatnio najbardziej. Nigdy kawy nie słodzę. Za to dodaję trochę mleka. I wypijam. I to są najprzyjemniejsze chwile dnia. Moje małe święto. Celebracja samej siebie (trochę to brzmi jak slogan reklamy, ale cóż począć, że w naszych czasach wszystko zostało już rozmienione na drobne i obrócone w banał?).
    … I obiecywałam sobie (lekka perswazja), że wspomnę jeszcze o tym, że ten plakat przyczyniłby się do pierwszego (historycznego!) wbicia gwoździa w moim nowym mieszkaniu, którego łyse ściany wciąż czekają na tę wiekopomną chwilę. I nawet mam już miejsce. Nad tym białym ekspresem przemyconym tanimi liniami w bagażu podręcznym. Będzie pasował idealnie!

  • Napisz, co o tym sądzisz