Na temat

Expect Unexpected

Dalszy ciąg tekstu pt. „Podróżujemy”.

„A zawiezie nas pan do serwisu, czy do domu?” – zapytałam tuląc synka w ramionach. Spojrzał na mnie poczciwie, a potem przeniósł wzrok na dziecko, ubrane w piżamkę, okryte kocykiem i kurczowo przyciśnięte do mamy. „Jak ja bym was miał do domu nie zawieźć!” – powiedział niemal z pretensją.

Wszystko się popieprzyło. Przejechaliśmy już większość drogi, wieczór był ciepły i miły,  maluch spał sobie smacznie na tylnym siedzeniu, a leszczyna i bzy powiewały obok jego głowy. Byliśmy wtedy jakieś 70 kilometrów od domu, a myślami to już prawie we własnym salonie. Postanowiliśmy zatrzymać się na krótki postój, wypić kawę, ale jak na złość nie było gdzie stanąć. Zaraz mieliśmy wjeżdżać do miasta, więc stwierdziliśmy, że wbijemy się na którąś z miejskich stacji benzynowych. Ale nie zdążyliśmy. Nagle auto przed nami gwałtownie zahamowało, mąż również szybko zatrzymał samochód. Coś przeturlało się nam przez podwozie robiąc dużo huku. Staliśmy tak na środku drogi, dookoła spory ruch, sąsiednim pasem pędził tir za tirem. Poza nami zatrzymało się też kilka innych kierowców, najwidoczniej ich pojazdy również zostały uszkodzone.

Nie, nie było wypadku – zaatakowała nas wyrwa na drodze i duży fragment wyłamanej nawierzchni, jakby głaz wielkości piłki nożnej. Mąż wysiadł z auta i powiedział: „zabieraj małego i uciekajcie stąd, śmierdzi benzyną i olejem!” Wypięłam więc synka z fotelika, okryłam kocem i zbiegłam w chaszcze koło drogi. Pokrzywy piekły w moje gołe nogi, ale co było robić. Maluch otworzył zaspane oczy i zdziwionym wzrokiem ogarnął sytuację. Dużo autek, małe i duże. Robią wielkie „brum, brum”. A gdzie Tata? Tata właśnie ubierał kamizelkę odblaskową i szedł ustawić trójkąt ostrzegawczy. Bałam się, by jakiś tir nie zmiótł go z drogi, bo ruch był całkiem spory.

No i to by było na tyle, jeśli chodzi o nasze plany i zamierzenia. Myślisz sobie, że możesz żyć według grafiku i ustalonej listy? Okazuje się, że się nie da. Po raz kolejny przekonuję się o tym i dostaję lekcję pokory. Po raz kolejny zabiera mi to poczucie bezpieczeństwa. I wracają wszystkie banalne powiedzonka w stylu ‘nie chwal dnia przed zachodem’ i ‘nie mów hop..’ i tak dalej.

Ale cóż, tym razem nic się w sumie nie stało. Policjanci i panowie z pomocy drogowej byli zaskakująco pomocni, a dzięki wykupionemu Auto Casco nie musieliśmy się martwić o koszty powrotu na lawecie. Nikt z osób biorących udział w zdarzeniu nie odniósł żadnych obrażeń – to naprawdę mogło się skończyć dużo gorzej. Maluszek spał w moich ramionach przez całą drogę, więc obyło się bez stresów, związanych z jego samopoczuciem. Kierowca lawety cierpliwie czekał, gdy wyładowywaliśmy z naszego samochodziku stosy bagaży, koce piknikowe, pluszaki, słomkowe kapelusze oraz wsiowe jajka. Powieka mu nie drgnęła nawet przy wyciąganiu sadzonek bzu, leszczyny i konwalii.

Auto trochę oberwało, cóż, dostaliśmy zastępcze. Wróciliśmy później do domu, i trochę się zestresowaliśmy – trudno się mówi. Czeka nas też dużo załatwiania, bo należy się nam odszkodowanie od zarządu drogi. Co zrobić, trzeba stracić trochę czasu na wizyty na policji i w zarządzie dróg. Takie życie.

Przypadek rządzi światem i w każdej chwili może zamieszać w naszym grafiku. A mogliśmy się zatrzymać wcześniej, i wypić tą cholerną kawę, a potem mijalibyśmy grupę aut, stojących na poboczu na światłach awaryjnych, wyglądalibyśmy ciekawie z okien, zastanawiając się co też się mogło stać..

DSC_2598 IMGP3757-19- IMGP3757-20- IMGP3757-24-
poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

3 komentarze

  • Reply Mamiczka 13/05/2013 at 13:44

    Dobrze, że nic Wam się nie stało!!

    • Reply Ruby Soho 13/05/2013 at 14:39

      Dokładnie! Wszystko inne jest mało istotne..

  • Reply anluna 13/05/2013 at 18:53

    Całe szczęście, że tak to się skończyło …

  • Napisz, co o tym sądzisz