Czytelnia, Książki dla dzieci

Czytelnia – Z półki dziadków „Cvrček a mravenci”

Lepiej późno, niż wcale! Wprawdzie akcja  „Z półki dziadków” na blogu „O tym, że..” została zainaugurowana już grubo ponad miesiąc temu, ale my dopiero teraz ogarnęliśmy się na tyle, by do niej dołączyć. Ogrom piwnicy mych rodziców zniechęcił mnie do poszukiwań najstarszej książki dziecięcej w rodzinie, ale moja mama natrafiła tam ostatnio na godne uwagi znalezisko. Może nie najstarszą książkę, ale za to taką, na której widok otworzyły się zakurzone od dwudziestu-paru lat klapki w mojej głowie i odżyły wspomnienia…

„Cvrček a mravenci” to – jak sama nazwa wskazuje – książka czeska, a mówiąc dokładniej czechosłowacka. Rekordu starości raczej nie pobije: wydano ją w 1983, czyli rok po moich narodzinach. Więc nie jest stara, prawda? Ja przecież również nie jestem. Skąd w naszym księgozbiorze wzięła się lektura po czesku? Otóż mój tata spędził w Czechach wiele lat, studiował tam i pracował. Jakiś sentyment zawsze ciągnął i mnie w tamtą stronę, spowodował, że studiowałam na pograniczu, a nawet zaliczyłam epizod nauki języka czeskiego – bez wielkich sukcesów, ale czytanie i wymowę zawsze miałam dobrze opanowane. Kto wie? Być może to zasługa tej książeczki.
Sama historia jest z gatunku uniwersalnych: opisuje jak mrówki uwijają się dzielnie już od wiosny robiąc zapasy. Transportują wielkie soczyste owoce do swego mrowiska, w pocie czoła kroją marchew na plastry, a niektóre są tak przepracowane, że wymagają pomocy lekarskiej! Wszystko po to, by w zimie mieć pełny spichlerz i pełne żołądki. Pracowitym mrówkom towarzyszy świerszcz – lekkoduch, który ma zgoła inne podejście do życia. Gra radośnie na skrzypeczkach i ogólnie wyznaje zasadę Carpe diem. Słońce świeci, łąki się zielenią – kto by się tam zimą przejmował! Jak się kończy ta historia dość łatwo przewidzieć. Pory roku mijają niepostrzeżenie i w końcu robi się zimno i nieprzyjemnie. Wówczas mrówki pomagają zmarzniętemu i głodnemu świerszczowi – w końcu przez cały rok umilał im pracę swoją muzyką.
Ilustracje w tej książce są niezrównane, są piękne i ponadczasowe. Przypuszczam, że gdyby wydali ją w 2014 roku, też nie miałaby wielkich problemów z zyskaniem popularności, a recenzji na blogach byłoby całe .. mrowie ;). Autorem rysunków jest wybitny czeski grafik Vojtěch Kubašta. Zaczęłam z ciekawości wyszukiwać informacje na jego temat w sieci i.. przepadłam! Bo Kubašta stworzył wiele cudownych trójwymiarowych książek takich jak Śpiąca Królewna albo Królewna Śnieżka – zresztą ta ostatnia, oglądana na Google Images, wydała mi się podejrzanie znajoma. Cóż, wypadałoby się jednak zmierzyć z tą piwnicą dziadków, bo być może kolejne dzieła sztuki tam się czają!
„Cvrček a mravenci” nie jest wprawdzie trójwymiarową książką, z rozkładankami w typowym dla Kubašty stylu, ale za to ma wycięte pomysłowe okienka na niektórych stronach. Pamiętam, że moją ulubioną ilustracją było mrowisko, z oknami i drzwiami, przez które wyglądały na zewnątrz zaciekawione mrówki. Po przełożeniu strony pokazywały się zamknięte drzwi i śnieg prószący za oknem..
Czasem, gdy widzę mojego synka, pochylonego nad lekturą z tą iskierką fascynacji w oczach, zastanawiam się zazdrośnie jaki piękny musi być świat, który tworzy jego wyobraźnia zainspirowana ilustracjami. Ciężko to sobie wyobrazić dorosłemu! I nagle pojawiła się ta książka, po tylu latach – oglądam ją i oczom nie wierzę, przecież spędziłam nad nią tyle godzin, znałam najmniejsze detale.. i wpatrywałam się w nią takim samym oczarowanym wzrokiem, jakim Młody pochłania swoje książeczki. To naprawdę niesamowite spojrzeć na te obrazy teraz, dorosłymi oczami!
IMGP0874 IMGP0875 IMGP0901 IMGP0879 IMGP0881 IMGP0884 IMGP0978 IMGP0886 IMGP0887 IMGP0971 IMGP0890 IMGP0966 IMGP0895 IMGP0899 IMGP0903
Zresztą od niedawna Młody jest właścicielem innej książki o mrówkach (pisałam o niej tutaj: „Opowiem ci mamo, co robią mrówki”), podpatrzonej oczywiście na blogu Olgi:). Ilustracje zachwyciły mnie tak bardzo, że zamówiłam ją bez zastanowienia – musiał zadziałać jakiś sentymentalny mechanizm w mojej głowie.. jakieś natrętne skojarzenie, że ja pamiętam skądś obrazki z mrówkami, inne.. ale w pewnym sensie podobne. Teraz Młody „czyta” obie mrówkowe lektury – możemy więc uznać, że nasz księgozbiór jest całkiem zacnie zaopatrzony pod kątem poznawania tych małych stworzonek, a na dodatek mamy piękną historyczną klamrę spinającą naszą kolekcję.



poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

5 komentarzy

  • Reply tynka 19/01/2014 at 21:43

    ech…
    cudowna!!
    historia znana…a te ilustracje?! przepadłam…
    kiedy ostatni raz byłam u moich Rodziców przekopałam z kolei strych w poszukiwaniu książki, nad którą podobnie jak Ty spędzałam jako dzieciak wiele godzin…i znalazłam…znasz Richarda Scarry’ego? „Moja pierwsza książka”…uwielbiałam…to trochę w stylu tej serii „NA ulicy Czereśniowej” tyle, że były podpisy pod ilustracjami…
    u nas już nigdzie nie potrafiłam znaleźc innych pozycji :( szczęśliwie koleżanka mieszkająca w Anglii znalazła mi nową książeczkę i obiecała że poszukiwania nadal będą trwały :)
    czekam na kolejne książkowe przeboje :)

    • Reply Ruby Soho 20/01/2014 at 00:24

      Nie znałam tej ksiażki R. Scarry’ego! Ale fajna, faktycznie w zatłoczonym stylu, jak ulice Czereśniowe :)

  • Reply agn_k 19/01/2014 at 22:36

    Pięknie to opisujesz. :-)

    Historię też kojarzę, choć czeskiej książeczki na pewno nie miałam. Czy była wydana też po polsku? A może była taka bajka w TV?

    • Reply Ruby Soho 20/01/2014 at 00:28

      Bardzo możliwe, że było polskie wydanie, a z pewnością historia o świerszczu i mrówkach była znana również u nas. A co do książek, to inne z ilustracjami Kubasty na 100% miały polskie wydania. Nawet widziałam na allegro na kolekcjonerskich aukcjach niektóre z tych książeczek. Piękne po prostu

  • Reply Apetyt na książki 20/01/2014 at 11:37

    suuper pomysł z taką akcją! Nowe książki dla dzieci są cudowne, ale wśród staroci też można znaleźć perełki, ja wciąż mam w głowie różna książki ze swojego dzieciństwa, też takie, które były rodziców, ostatnio nawet kilka przeglądałam i pewnie niedługo zacznę je znosić dla swojej córeczki :) a ta, o której tu napisałaś ma fantastyczne ilustracje!

  • Napisz, co o tym sądzisz