Czytelnia, Książki dla dzieci

Czytelnia – „Mój pierwszy alfabet”, atlas i księga pojazdów na dokładkę

Nie jedna, lecz aż trzy i to jakie – olbrzymie! Format A4 to musi być dla Młodego coś niesamowitego. Książki popełniło Wydawnictwo Egmont i są to lektury pod każdym względem wyjątkowe: treść może nadto ambitna dla maluchów, ale z drugiej strony patrząc.. kartonowe są i dziecioodporne, więc postanowiłam spróbować.

I wiecie co? Książki święcą u nas triumfy! Zaczęło się od „Mojej pierwszej księgi pojazdów” Elżbiety Wasiuczyńskiej, która wydawała mi się najbardziej dostosowana do wieku dziecka (gdy Młody zaczął ją „czytać” miał około 14-15 miesięcy). Bardzo ciekawe są w niej ilustracje – jakby materiałowe, pluszowe, ręcznie szyte, oczywiście my dostajemy do ręki wersję ze zdjęciami tych małych dzieł sztuki, niemniej jednak pomysł z wykonaniem takiej książkowej grafiki jest bardzo oryginalny. W książce – jak sama nazwa wskazuje – aż roi się od pojazdów: mamy tu balony, rakiety, łodzie podwodne oraz bardziej powszechne samochody, tramwaje i samoloty. Czasem ciężko Młodemu wytłumaczyć, że na danej stronie chodzi akurat o pojazd – sami zerknijcie na stronę z biedronką na rowerze.. no cóż, rower nie rzuca się specjalnie w oczy. Ale dziecko jest zadowolone – tu zainteresuje go pająk, tam sterta bananów lub stado kotów w PKS-ie do Kotowic..

fot-1 IMGP7748 IMGP7752 IMGP7759 IMGP7765

Kolejna część zestawu to „Mój pierwszy alfabet” (również Elżbiety Wasiuczyńskiej) – książeczka, której zaczęliśmy używać zupełnie nie zważając na sam alfabet. Bo dużo fajnych rysunków w niej jest  – w sam raz dla takiego małego szkraba. Ale po jakimś czasie doczekaliśmy się skutków ubocznych, czyli serii pytań nie tylko o bałwana, kubek czy ośmiornicę, lecz również o literki.

Okazało się, że nasz niespełna półtoraroczny syn żywo interesuje się alfabetem, podczas codziennych przeglądów prasowych obowiązkowo musi paść pytanie o kilka wybranych losowo literek. Niejednokronie też sam próbuje zgadywać i nawet od czasu do czasu uda mu się trafić (zwłaszcza, gdy mowa o literce „O” lub „U”). Maluch wywołuje nieustanne ataki wesołości wśród rodziny, gdy próbuje odgadnąć nazwy literek na przykład na ubraniach lub sprzętach RTV i AGD. Jak pewnie zauważyliście graficznie książka bardzo jest podobna do „Księgi pojazdów” – te same materiałowe ilustracje, które bardzo przemawiają do wyobraźni dzieci.

IMGP7778 IMGP7780 IMGP7786

Na koniec zostawiłam najpoważniejszą i najambitniejszą część serii – no, przynajmniej jak na dziecko w wieku około 1,5 roku. Jest to „Mój pierwszy atlas świata” Ewy i Pawła Pawlaków. Przez długi czas książka leżała na półce, bo wydawało mi się, że jest jednak zbyt poważna. Ale gdy maluch przewertował już wszystkie swoje lektury i zaczął wykazywać potrzebę poznania czegoś nowego postanowiłam dać szansę atlasowi. Bo ileż można oglądać pieski, kotki i krówki? Ile razy można wałkować, że to jest dom, a to są drzwi, a tam jest okno?! Przecież dziecko jest chłonne jak gąbka, będzie się z radością uczyć jeśli dostanie do nauki coś nowego. No więc uczy się. No więc pyta.

„Co to?” – „To jest Wielki Mur Chiński”. „Co to?” – „To jest Opera w Sydney”. „Co to?” – „To jest oaza”.. i tak dalej: „lawenda”, „piramida”, „aborygen”, „mnich” ..  Poważna lektura totalnie zafascynowała Młodego, a to w naszym domu jedyny wyznacznik, czy warto mu coś dawać do czytania czy nie. Jeśli czegoś nie lubi, to szybko się o tym dowiadujemy. A tymczasem ku mojemu zaskoczeniu Młody książkę pokochał. I nie tylko on. Różni się ona od pozostałych „materiałowych” części serii – ilustracje Pawła Pawlaka to wystarczający powód bym i ja stała się jej fanką. Uwielbiam jego dzieła takie jak „Czarostatki i parodzieje”, którą to książkę traktuję bardziej w kategoriach albumu ze sztuką niż bajki dla dziecka. I zazdrośnie strzegę przed Młodym – by mi nie zniszczył.

IMGP8101 IMGP8108 IMGP8109 IMGP8110 IMGP8113 IMGP8114

Wspomniałam, że Młody lekturę zaakceptował, a co więcej natychmiast zasypał nas gradem pytań. Jak w każdej książce znalazł sobie ulubieńca: „co to?”„to jest… cesarz Akihito”. Młody pytał o niego chyba ze sto razy – cesarz Japonii bardzo zafascynował małego człowieka, a nam dał dużo powodów do radości.

Taka sytuacja: przychodzi moja mama w odwiedziny, Młody bawi się, popisuje, „czyta” książeczki. Nagle pytam go: „A gdzie jest cesarz? Gdzie jest cesarz Akihito?”. Wówczas Maluch nieruchomieje i patrzy na mnie jak zelektryzowany – procesor zaczyna pracować na przyspieszonych obrotach, widzę to mętne spojrzenie zupełnie jakby był pod wpływem hipnozy. Potem niczym automat zwraca się w stronę półeczki z książkami i spośród gąszczu książkowych grzbietów wybiera jeden. Otwiera lekturę i długo przegląda strony szukając odpowiedniego obrazka, w końcu pokazuje paluszkiem na starego Akihito i po namyśle stwierdza fakt ” to to!” Babcia siedzi na kanapie, niby się nic nie zmieniło, ale jakby zbiera szczękę z podłogi.

Myślicie sobie, że tresujemy dziecko, że chcemy się popisywać jego umiejętnościami i stąd uczymy go dziwnych rzeczy?  Moim zdaniem maluch wykazuje takie olbrzymie chęci poznawcze, tak bardzo głodny jest wiedzy, że głupio by było zapychać mu ten mądry mały procesor jedynie infantylnymi pierdołami. Koniec końców co za różnica, czy nauczy się pojęcia „krowa”, czy „piramida” i będzie potrafił rozpoznać je na rysunku? Zasadniczo dla niego to i tak abstrakcja – krów w naszej okolicy już dawno nie widziano. Piramid tym bardziej.

Gdy byłam mała bawiłyśmy się z siostrą plastikowymi globusami. Nie było wówczas wielu zabawek i globus był tak samo atrakcyjny jak inne przedmioty. Szybko nauczyłam się odnajdywać Madagaskar i Nową Zelandię – no bo się trochę wyróżniają – niedługo potem zaczęłam rozpoznawać Himalaje, bo mają kształt uśmiechu. Gdy byłam starsza miałam mapę polityczną Europy powieszoną nad biurkiem. Leniem byłam i nie chciało mi się ślęczeć nad zeszytami – więc gapiłam się w mapę i dzięki temu miałam jej obraz w głowie, nawet gdy inni uczniowie kompromitowali się na lekcjach geografii nie potrafiąc wskazać najbardziej charakterystycznych miejsc na kontynencie. Dlatego też uważam, że warto otaczać małe dzieci mądrymi zabawkami i pomocami naukowymi. One naprawdę nie cierpią z tego powodu – a wręcz przeciwnie – mają wielką frajdę z nauki. Uważam, że dobrze by było, by rodzice zastanowili się czasem, czy wystarczająco doceniają swoje dzieci i ich możliwości, nawet przy tak banalnej sprawie jak odpowiedni dobór lektur.

IMGP8116 IMGP8117 IMGP8120 IMGP8125



poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

16 komentarzy

  • Reply Ewa A 21/11/2013 at 13:42

    Nie, nie, nie ja nie mogę wchodzić do Was i czytać postów z serii „czytelnia M.” dopiero co dziś, przyszły do nas zamówione książeczki z Waszej biblioteki, wczoraj dokupiłam kilka w empiku,a dziś patrząc na kolejne Wasze propozycje mam ochotę od razu je kupić! Jak tak dalej pójdzie to Młody nim skończy rok to będzie miał więcej książek niż niejeden regał w księgarni:P

    • Reply Ewa A 21/11/2013 at 13:44

      jestem zdecydowanie na tak, jeśli chodzi o naukę przez zabawę, podobnie jak TY jestem zwolenniczką mądrych zabawek, które z pewnością zaowocują w umysłach naszych dzieci, za to jestem przeciwniczką zasypywanie dziecka milionem zabawek które po 5 minutach fascynacji odrzuci w kąt, szkoda, że moja teściowa tego nie rozumie.

    • Reply Ruby Soho 21/11/2013 at 22:07

      mam podobnie :) zabawek mamy dość ograniczoną ilość, a jeśli kupujemy, to z głową, rozważając wcześniej czy dana zabawka jest potrzebna. Lubimy zwłaszcza drewniane klocki i inne drewniane zabawki (przeplatanki, puzzle, itp), a ograniczamy wyjące i świecące do minimum. Również dla naszej wygody :))

  • Reply anluna 21/11/2013 at 13:45

    Mój pierwszy atlas świata miałam ostatnio w ręce w sklepie, ale wybór padł w końcu na coś innego. Dodam tylko, że szukałam książki dla Kuby.
    Fajnie, że młody tak interesuje się książkami i łatwo wszystko zapamiętuje. Mój Kuba też od początku lubił oglądać i czytać książki i tak mu zostało aż do dziś. Mam nadzieję, że nie wyrośnie z tego. Z Mają jest gorzej. Ona książki lubi, ale sama decyduje, kiedy przewrócić kartkę i rzadko uda nam się przeczytać całość :)

    • Reply Ruby Soho 22/11/2013 at 15:04

      każde dziecko jest inne – ciekawa jestem czy Kropka będzie lubiła książeczki :)

  • Reply Zojka Mama 21/11/2013 at 15:45

    Te z fakturkami świetne. Łucja jeszcze za mała co prawda, ale co tam:).

    • Reply Ruby Soho 21/11/2013 at 22:05

      ani się obejrzysz, a sama będzie wertować atlasy :) lepiej zaczynać kolekcję wcześnie :))

  • Reply Mordoklejka Ewelina 21/11/2013 at 17:11

    Księgę pojazdów mamy. Ale dziękuję, że pokazałaś Atlas świata bo z okładki dużo nie można wyczytać, a teraz przynajmniej wiem, ze warto kupić.

    • Reply Ruby Soho 21/11/2013 at 22:04

      nie ma sprawy :) naprawdę warto, atlas jest świetny

  • Reply joanna a 21/11/2013 at 21:19

    są rewelacyjne atlas swiata nie widzialam a ciekawy i to bardzo

  • Reply tynka 22/11/2013 at 03:37

    cała seria świetna…
    a zamiłowanie Młodego do takich rzeczy nie bierze się też z powietrza :)
    w „pojazdach” biedronka jedzie na rowerze? ;p?
    moja Zosia z Tatusiem wertuje atlasy…nawet te jego…
    kilka kolejnych tytułów uzbierało się do uzupełnienia biblioteczki…
    pozdrawiam!

    • Reply Ruby Soho 22/11/2013 at 15:01

      tak to jest.. ja też ciągle widzę nowe tytuły i nie mogę się opanować:) Ale akurat na książki dla dzieci muszą się fundusze znaleźć :)

    • Reply tynka 23/11/2013 at 08:52

      dokładnie…tym bardziej, że wiele z tych pozycji jest na tyle fajnie zrobiona, że i dorosłego cieszy ;)
      dobrze, że pomocnikom Aniołka i mikołaja będzie można coś zasugerować :)

  • Reply Apetyt na książki 22/11/2013 at 07:58

    kurcze, mam nadzieję, że mi też się uda rozbudzić w mojej małej taką sympatię do książek! Twój mały chyba naprawdę lubi spędzać z nimi czas :)

    • Reply Ruby Soho 22/11/2013 at 15:03

      Myślę, że dużo zależy właśnie od rodziców – to oni kreują przestrzeń wokół dziecka i dostarczają mu bodźców – w tym zabawek i książek. Jeśli w domu książek nie ma to dziecko nie ma możliwości ich polubić. Mój maluch „czyta” od ósmego miesiąca życia i już wtedy pokazywał paluszkiem na soją półkę z książkami, bo wiedział, że tam czają się lektury :)) Na pewno Ci się uda!

  • Reply -E.W. 01/12/2014 at 23:44

    Moim zdaniem nawet roczny maluch może znaleźć radość w obcowaniu z książką. To przecież mobilna zabawka, można odwracać kolejne kolorowe strony, kłapać nimi, robić wiaterek, obracać książkę na dywanie, zaspokajać taką najprostszą motoryczną ciekawość dziecka- co będzie wtedy kiedy pacnę łapką w stronę, a co jeśli rytmicznie będę walić nią o podłogę, a co kiedy otworzę i zajrzę do środka, albo wbiję w nią wa dolne zęby niczym kasownik?
    Upuszczę, a Mama podniesie. I tak 500 razy:o)
    Z czasem uwaga malucha się wyostrzy i zacznie się interesować plamami, kształtami z których niektóre będą biedronkami na rowerze a inne literami. Cherub będzie miał swoje ulubione obrazki, strony, motywy, potem, z samej przyjemności powtarzania i wzbudzania aplauzu u dorosłych dojdzie do Cesarza Akihito* i Świata Całego.

    *Mnie absolutnie rozczula w swej trafności i fizycznej i psychologicznej portret Królowej Elżbiety!

  • Napisz, co o tym sądzisz