Aranżacje wnętrz, Styl życia, Urządzamy balkon

Balkon story

Co roku, gdy tylko robi się ciepło, pojawia się temat pod tytułem ‚reaktywacja balkonu’. Pierwsze wyjścia nie są specjalnie radosne, bo balkon przykrywa gruba warstwa pyłu (pobliska droga krajowa), urozmaiconego gdzie niegdzie białymi plamkami pochodzenia ptasiego. Wśród westchnień i przekleństw szorujemy więc całą powierzchnię, by nadawał się do użytku.

Ogólnie rzecz biorąc nasz balkon ma krótką historię. Jeszcze 4 lata temu nie posiadał żadnej balustrady, więc zważywszy na fakt, że mieszkamy na wysokościach, nie wychodziliśmy tam prawie wcale. Wszystko zmieniło się, gdy pojawiła się drewniana barierka – na tyle dyskretna, by nie widzieć drogi i ludzi wgapiających się z przystanku autobusowego. Nie podobają mi się kute balkonowe balustrady, bo od razu odbierają miejscu kameralność. Taki balkon zazwyczaj kończy jako miejsce na parę kwiatków i do suszenia gaci.. u nas miało być inaczej.

Sezon 1.

Pierwsze lato – wprawdzie bez tynku, bez parapetów i bez mebelków, ale za to z wysypem własnych słodziutkich pomidorów. Ojj, klimat był! Spaliśmy tam nawet, fajki wodne się paliło w nocy, wino piło, rano budziło nas słońce.. Inne czasy!

00-2- 00-3- 00-1- 00-4- 00-6-

Sezon 2.

Rok później balkon wyglądał już zdecydowanie lepiej. Gdy przyszła wiosna byłam w zaawansowanej (pierwszej) ciąży, a mój syndrom wicia gniazda wyładował się między innymi na balkonie. I na mężu, który osobiście tynkował ściany i montował parapety. Potem nadwyrężyłam nasze oszczędności kupując dużo mebelków, gadżetów i kolorowych sadzonek. Mąż był nieszczęśliwy.. ale kto ciężarnej zabroni!?

00-7- 00-8- 00-9- 00-11-

Efekt był cudowny.. chociaż krótkotrwały. Po pięknej wiośnie spędzonej na balkonie, oglądaniu tam filmów, pałaszowaniu olbrzymich ilości lodów, truskawek, czereśni, i innych cudowności (wina i sziszy już nie. Przypominam o zaawansowanej ciąży) przyszedł poród, a wraz z nim olbrzymie zmiany w naszym życiu. Balkon poszedł w odstawkę, a gdy sobie o nim przypomnieliśmy zamiast kwiatków mieliśmy już wypalone sierpniowym słońcem kikuty. Lesson learned: na południową ekspozycję nie nadają się żadne surfinie i inne delikatne kwiaty. Jedynie hardkory pelargonie jakoś przetrwały nasze niedbalstwo. Szkoda, bo to był najpiękniejszy efekt w naszej karierze balkonowej!

Sezon 3.

Kolejny sezon zastał nas z jazdą bez trzymanki pod tytułem ‚roczne dziecko’. Tym razem musiałam już z mężem negocjować zakupy i ciężko mi było znaleźć argument na „a pamiętasz co było w zeszłym roku?”. Ostatecznie poszliśmy w zioła. Bez skojarzeń! Bazylie, mięty, rozmaryny, różne ozdobne odmiany oregano i tymianku stworzyły na naszym balkonie przepiękne zielone kompozycje.

IMGP3432Sukces był połowiczny. Zioła też nie są jakoś szczególnie odporne na południowej ekspozycji. Zwłaszcza mięta. Poza tym.. cóż, zioła też lubią być podlewane. Tymczasem, mimo upadłów, rośliny przetrwały od maja do połowy sierpnia. Nieźle, jak na totalne zaniedbywanie ich przez właścicieli.. cały wrzesień i dużą część października straszyły nas za to suche badyle. Musicie wierzyć na słowo – chociaż zdjęć brak. Estetką jestem wszak (rym!:).

Sezon 4.

No i czwarty rok, tym razem nie mieliśmy wielu kwiatowych złudzeń, w końcu jest nas już czworo i czasu zdecydowanie mniej. Nasze metalowe donice w większości wyleasingowaliśmy mamie do ogrodu, zostawiliśmy sobie tylko dwie, optymistycznie licząc, że ogarniemy taką ilość podlewania. W środku? Stare, dobre, śmierdzące pelargonie. Stan na połowę czerwca: jeszcze żyją. W donicach wiszących zamontowałam sztuczne kwiatki – są pod dachem, więc nie mają szans na podlanie podczas deszczu. Postanowiłam być miłosierna i nie sadzić tam żywych roślinek. Poza tym wystawiliśmy na balkon tylko krzesełka (stolik zabiera za dużo miejsca) i kupiliśmy jeden nowy element, czyli sznur lampionów.

Lampiony zapalają się każdej nocy, tworząc rewelacyjny klimat. Przynajmniej coś dodaje koloru na tym coraz bardziej minimalistycznym z każdym rokiem balkonie.. A za rok? Myślę, że będzie wino i szisza :)

Więcej w temacie balkonów tutaj.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie