Codzienność

8 minut.

8 minut.

Tyle zwykle jest potrzebne, by przesłuchać trzy utwory muzyczne. Oczywiście wszystko zależy od utworów, a to co piszę jest sporym uproszczeniem – przecież wystarczy przywołać Led Zeppelin lub Metalicę i już będzie nieadekwatnie. Bo ja mam  tu na myśli ostre jak brzytwa, szybkie jak błyskawica, nieco za głośne, odrobinę zbyt prymitywne kawałki punk rockowe.

Właśnie wyszliśmy z domu. Spóźnieni bardziej niż zazwyczaj, zbiegliśmy po schodach. Ja i Młody, mój „Super-ślimak”, taki bohater, który zyskuje przewagę nad przeciwnikiem w ten sposób, że nikt się nie spodziewa, że on będzie aż tak powolny. Gdy udaje nam się pokonać schody już widzę, że pogoda jest nieco gorsza niż na to wskazywały oględziny zza okna.

Mży nieprzyjemnie, my nie mamy parasola, ale co to dla nas! Ruszamy  w stronę bramy, już po minucie Młody zaczyna stękać, że go nóżka boli.

Sadzam więc dzieciaka na betonowym podeście, ściągam but, oglądam skarpetkę, wytrzepuję kamyczki i cholera wie co jeszcze z buta. Staram się robić to szybko, bo przecież – patrz wyżej – jesteśmy już porządnie spóźnieni. Młody mierzy mnie flegmatycznym spojrzeniem. Może nawet ziewa. Wreszcie zakładam but z powrotem na nogę, stawiam dziecko na podłożu i pytam, czy lepiej.

I wtedy on.. podnosi na mnie swe zdziwione, szarozielone oczęta, otoczone firaną nieprawdopodobnie długich rzęs. Spogląda na mnie i mówi.

„Ale to nie ten but, mamo!”

Kurtyna.

Do przedszkola jest bardzo blisko i byłby to całkiem przyjemny spacer, gdyby nie jedno niebezpieczne skrzyżowanie po drodze. Tuż za nim skręca się w małą dróżkę pośród traw i drzew, i gdyby dobrze wykadrować, to można nawet mieć iluzję, że jest się w prawdziwej, sielskiej wsi, takiej jakie pokazują w polskich serialach telewizyjnych.

Obecnie, gdy Młody jest już trochę większy, bardziej cywilizowany, a momentami nawet przewidywalny, to dużo częściej decydujemy, by nie fatygować auta na tej trasie. To naprawdę fajne uczucie iść tylko we dwoje, trzymać jego ciepłą rączkę w swojej ręce i słuchać opowieści. Gdy tak idziemy, dużo częściej pojawia się ochota na zwierzenia, jakieś małe wspólne knowania, takie o których niekoniecznie muszą wiedzieć pozostali domownicy. Ale najbardziej ze wszystkiego lubię powroty.

8 minut.

Wychodzę z przedszkola. Trochę wieje. Mży mocniej niż poprzednio. Wciąż jest brzydko, przedwiosennie depresyjnie. Naciągam kaptur mocno na głowę, do uszu wciskam słuchawki i puszczam sobie wściekłą muzykę.

Telefon ostrzega, że głośne słuchanie może zepsuć mój słuch. Override. Podgłaśniam bardziej. Idę tą samotną alejką, ręce mam w kieszeniach mojej wojskowej parki. Po drodze całkiem nie lirycznie. Beżowo i szaro. Brudno. Bogactwo bynajmniej nie natury.

Rdzawe, jesienne liście w ostatnim stadium zbutwiałości, tuż przed obróceniem się w pył. A wśród nich wkomponowane plamy barw – puszki po piwie, flaszki – głównie ćwiartki po wysokoprocentowych trunkach, które pan żul zapewnie wypija na raz. Papierki po cukierkach, butelki po napojach.

Idą sobie ludzie dróżką, konsumują jadło i napitek, a potem nagle dłoń im omdlewa, papierki i butelki dyskretnie same wypadają niezauważone już przez konsumentów. Oni przecież mają ważne rzeczy na głowie, ważniejsze niż prozaiczne poszukiwanie kosza na śmieci. Ten ogólny nieporządek najgorzej wygląda właśnie teraz, w marcu. Pozbawiony białej śniegowej kołderki lutego i późniejszej, zielonej otoczki kwietnia, maskujących traw i kwiatów, teraz właśnie wylewa się z wszystkich zakątków swoim brutalnym naturalizmem.

Wściekła muzyka pasuje do tego marca. Pasuje do mojego nastroju na pograniczu obłędu, braku snu, braku chwili dla siebie. Pasuje do tej brudnej alejki. Pasuje do dżdżystej atmosfery poranka, do kurtki wojskowej i torby z ćwiekami.

I wiem, że moi starzy kumple, tacy bardziej bezkompromisowi, to by się uśmiechnęli z pogardą, że coś takiego nazywam punk-rockiem, taką muzyczkę z pogranicza pop-punku. Ale nic nie poradzę, mam do Rancid olbrzymi sentyment, robię zamaszyste kroki, idęęęęę, muzyka dudni w uszach. Mam osiem minut.

W tym czasie przetnę skrzyżowanie, uważając, by rozpędzone ciężarówki nie zdmuchnęły mnie do rowu.

A po chwili zobaczę znajomą, szarą fasadę budynku. I zapewne trochę zwolnię kroku, by dosłuchać do końca.

Za osiem minut stanę w progu domu. Ściągnę słuchawki, otrząsnę się z wściekłości, z buntu, z całego niespełnienia, z podciętych skrzydeł, z wszystkich wyrzeczeń, którymi wypełnione jest zwykłe, codzienne życie dorosłej, odpowiedzialnej osoby. Powieszę kurtkę na wieszaku, założę kapcie. Z buntu zostanie mi tylko wojowniczy napis na koszulce. Znów będę zwykłą, cieplutką mamą, która poda wodę na żądanie, w międzyczasie obierze kartofle i umyje sedes, by potem pocałować stłuczone kolano, zaparzyć rumianek i przeczytać bajkę.

Ale gdy idę sama drogą, gdy mam ze sobą muzykę, to na jedną, krótką chwilę znów jestem sobą.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

8 komentarzy

  • Reply Magda 15/03/2017 at 21:24

    To tak jak moje 15 minut jak zostawiam Ale w przedszkolu i zanim dotrę do pracy. Lubię Cię czytać Agato. Pozdrawiam 😊

    • Reply Agata / Ruby Times 15/03/2017 at 22:04

      Dzięki :)
      Pozdrawiam również!

  • Reply Algo 16/03/2017 at 21:25

    Chyba Rogoźnik :) Ja też Cie lubię czytać.

    • Reply Agata / Ruby Times 16/03/2017 at 23:02

      Tak, to Rogoźnik :)

  • Reply Kasia od Bliźniaków 19/03/2017 at 08:07

    Trudno pewnie otrząsnąć się z tych podcietych skrzydel buntu i niespelnienia… dobrze że czasem napiszesz jedno zdanie ktore sprawia ze widzę że i u Ciebie nie jest aż tak cukierkowo. Dobry wpis. Dziękuję: )

    • Reply Agata / Ruby Times 19/03/2017 at 12:29

      Dzięki Kasiu.
      Przypuszczam, że wszyscy rodzice, nawet ci najbardziej spełnieni, mają czasem to uczucie.
      Może niekoniecznie się do niego przyznają, bo ciężko czasem nawet przed sobą.
      Ale taka jest prawda, każdy potrzebuje oddechu.
      Buziaki!

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 19/03/2017 at 13:08

    Też mam w domu super ślimaka… ;)

    I generalnie tak dobrze znam to uczucie, o którym piszesz, ten stan na pograniczy obłędu… trzymaj się:*

    • Reply Agata / Ruby Times 19/03/2017 at 13:09

      Już trochę lepiej. Wyspałam się przedwczoraj wiesz. Świat jakby piękniejszy :D

    Napisz, co o tym sądzisz