Codzienność

3:52

Starsze dzieci zajęte bajką, dzidziuś po wielkich trudach uciął sobie drzemkę, uznałam więc, że (po umyciu garów i podłogi) należy mi się chwila relaksu. 10 minut. Pocztę ogarnę, może herbaty łyknę jak czasu starczy.. No nie starczy. Ledwo zapadam się w swym wygodnym fotelu, już jak na zawołanie najmłodszy pieszczoch wzywa mnie z sypialni. Z westchnieniem głębokim niczym Rów Mariański ruszam więc na odsiecz.

Wstaję. Stopą trafiam prosto w czerwoną wyścigówkę, zakładam kapcia, ale jakoś niewygodnie. Wyciągam ze środka magnesy – literki „S” i „M”. W kieszeni mojej bluzy znajduję „O” i „W”. Celnym kopnięciem przenoszę drewniane tory z salonu z powrotem do pokoju dzieci. Idę po płaczące niemowlę, a po drodze kopniaki spotykają też całą rodzinę ludzików Playmobil i jednego Transformersa. Myślę o pokładach anielskiej, matczynej cierpliwości, które powinnam mieć w zapasie na cały dzień, a jakoś już nie mam, chociaż dopiero południe. Legendarnej cierpliwości, która jest trochę jak Yeti, wszak wszyscy o niej słyszeli.

imgp0490 imgp0492

Krzyk.

Wydzieram się czasem na starsze dzieci. Nie rób tego, przestań, nie bij siostry tudzież brata.. zejdź ze stołu! Ile razy mam ci powtarzaaaać!!!!! Tak wiem, wrzeszczenie jest beznadziejne, żadna to metoda. Jeśli znacie alternatywę, która działa i powstrzyma moje dzieci przed balansowaniem na krawędzi parapetu na przykład, to piszcie. Z empatią i stanowczością też próbowałam, ale wtedy są jakby głusi, a jak ryknę ile natura w płucach dała, to chociaż na chwilę truchleją.

Co robi wtedy Lolek? Gdy z matczynego gardła lecą groźby i prośby wypowiadane głosem wcale nie słodkim i delikatnym? Lolek uśmiecha się błogo, przytula do mej piersi. Czasem nawet nie przerywa posiłku, powieki ma przymknięte do połowy, błogość maluje się na obliczu maluszka. „Oddaj mu ten samolooot, ODDAJ POWIEDZIAŁAM!!!!”– wrzeszczę głośno. A niemowlę nagarnia sobie mleko subtelnym ruchem rączki i wtula we mnie niczym w poduszkę. No tak, myślę sobie. Te moje wrzaski to pewnie pierwsze dźwięki (poza biciem serca i przelewaniem się w brzuchu), które słyszał w swej płodowej części życia. Z pewnością są to pierwsze dźwięki, które dotarły do niego z zewnętrznego świata. Nic więc dziwnego, że.. dają mu..

Poczucie bezpieczeństwa.

imgp0496 imgp0501

Nie ma co się czepiać rodziców – to nie ich wina, że brakuje im cierpliwości. Nie ma też co się czepiać dzieci – dzieci po prostu takie są. Kształtują się, rozwijają, a to wszystko implikuje pewne cechy zachowania, które.. delikatnie mówiąc wyprowadzają tych większych ludzi z równowagi. Bo w dzieciach jest pewna upierdliwość. Stopniowo, godzina po godzinie wysysają z nas całą energię oraz pokłady luzu. Nawet jeśli jesteśmy aniołami, liliami na tafli jeziora, nawet jeśli jesteśmy totalnymi „zen”, to.. czas pracuje przeciwko nam.

Niczym Titanic w starciu z górą lodową, niczym góra lodowa w starciu z globalnym ociepleniem.. nasza cierpliwość po prostu nie ma szans.

imgp0502 imgp0503 imgp0510

Nie wiem jak zachowują się Wasze dzieci, ale zakładam, że to, co robią moje brzmi znajomo.

Na przykład: spieszę się, bo za chwilę musimy być w przedszkolu, a Młody musi koniecznie ubrać zieloną koszulkę, nie zważając na tłumaczenia, że akurat jest w praniu. Albo majtki z Batmanem. Koszulek leży ze trzydzieści, gaci cała szuflada, ale akurat nie ma tych ubrań, które on chce. Wkurza się, uderza pięściami to tu, to tam. Uroczy poranek rozpływa się raz na zawsze, wraz z postanowieniami o byciu opanowanym i empatycznym rodzicem.

Gdy dzieci są same w łazience i muszą lać olbrzymie ilości wody gapiąc się tępo w przestrzeń, rysować bohomazy mokrym palcem na świeżo wypucowanym lustrze, rozwijać papier toaletowy czysto hobbystycznie i – co odkryłam ostatnio – zapychać odpływ bidetu mokrym papierem.

Gdy potrzebuję, by byli cicho, bo usypiam niemowlę, oni uparcie drą się najgłośniej jak potrafią, tłuką się klockami, upuszczają ciężkie przedmioty na parkiet (z głośnym hukiem oczywiście), a potem przychodzą do mnie z takim wrzaskiem, jakby ich kto obdzierał ze skóry. Co skutkuje oczywiście bezsennością najmłodszego.

Starszy, gdy dostaje mleko z muesli, wyjada same rodzynki i rozwala płatki dookoła. Bo on tak lubi rodzynki! Gdy dostaje sernik z rodzynkami, wyciąga wszystkie rodzynki „bo są obrzydliwe” i zjada samą część serową. I bądź tu mądry!

Gdy wieczorem grzecznie sugeruję, by zaczęli sprzątać swój pokój, oni akurat bawią się w najlepsze. To zaskakujące, że gdy tylko usłyszą „czas sprzątać!” następuje czas najbardziej kreatywnej i zgodnej zabawy. Normalnie siadam na pół godziny przed kompem i mam spokój. A gdy chcę, by poszli umyć ręce do łazienki (ubabrane od sosu, lub zupy jedzonej rękami), oni koniecznie chcą sami otworzyć drzwi. Sami wejść na blat i sami odkręcić kran (wszystko w cholernym sosie lub w zupie, począwszy od drzwi, aż po kran).

imgp0511 imgp0515 imgp0520

To w sumie nie są wielkie przewinienia. Małe, codzienne, drobne upierdliwości. W sumie nic wielkiego, jeśli tylko ma się dystans. Ale.. problem w tym, że rodzicom tego dystansu często brakuje. Dopiero wieczorem, gdy kładę ich spać, przypominam sobie, że tak naprawdę są tacy mali. A ja czasem taka niecierpliwa. I robi mi się przykro. Wyrzucam sobie nerwy z całego dnia.

A potem oni nie chcą spać, a ja znowu zaczynam się wkurzać, że już do łóżek, natychmiast!!!

Dlatego też dalej uważam, że wychowanie dzieci to przede wszystkim nauka pokory. Uczą nas te małe stworzonka jak panować nad sobą. Potrafią nas pokonać jednym paluszkiem mimo że wydaje nam się, że to my mamy wszelkie argumenty w garści. Oni czasem nie mają żadnego logicznego argumentu, i co z tego.

imgp0522 imgp0523

Zdarza się, że przychodzi moment rodzicielskiego opamiętania, jak na przykład ten kilka dni temu. Obudziłam się w środku nocy, chociaż w zasadzie i tak już nie spałam, chwilę wcześniej karmiłam dzidziusia.

Spojrzałam na zegarek w środku ciszy nocnej, a na nim pokazała się nieludzka godzina. 3:52!

Potarłam nieprzytomną twarz ręką. Nie pomogło. Potarłam jeszcze raz i spojrzałam z rezygnacją na łóżko. Na miejsce, w którym powinna leżeć moja poduszka. Na miejsce, w którym powinnam sobie właśnie wygodnie wypoczywać, opatulona kołderką i jeszcze kocykiem ciepłym, bo jesienią to się lubię pozawijać. No i co widzę w tym miejscu? Dlaczego nie leżę tam, gdzie powinnam leżeć? Otóż, powiem Wam.

imgp0526 imgp0528 imgp0534

Bo.. bo to miejsce jest już zajęte! Zupełnie bezczelnie rozpanoszyło się tam niemowlę, które potrafi jeść całą noc, a potem do niemowlęcia dołączyła starsza siostra, która chyba jednak trochę boi się spać sama i uparcie przyłazi do nas nad ranem. No i okej, niech przyłazi o tej piątej. Ale dziś to zdrowo przesadziła. Jest środek nocy! Spoglądam więc na te dwa małe stworzenia, siedzę na łóżku przytulając swój własny szlafrok (cóż mi pozostało) i mimowolnie uśmiecham się. Żadne z dzieci nie śpi. Leżą obok siebie spokojnie, po cichutku.. obserwują się. Kropka głaszcze Lolka po policzku. Inaczej niż za dnia, nie tak gwałtownie, że trzeba ją powstrzymywać. Delikatnie go mizia, a on uśmiecha się do niej, wpatruje się w jej buzię, specjalnie przewraca się na boczek, wyciąga rączki, by być jeszcze bliżej siostrzyczki. A ona wkłada swoją twarz między te jego małe rączki, całuje go, szepcze, że bardzo go kocha. No szlag by to trafił, jak ich tu teraz wygonić z łóżka? Chyba zacznę spać na wycieraczce..

To prawda, są upierdliwi, są czasem nie do wytrzymania! Ale potem zaserwują człowiekowi taką dawkę miłości i wzruszenia, że nie chcę, by kiedykolwiek byli więksi, rozsądniejsi, bardziej samodzielni i „dobrze ułożeni”.

Epilog. Mąż wrócił z pracy nad ranem i odkrył, że w małżeńskim łożu miejsc brak (choć absolutnie nie ma to nic wspólnego z prowadzeniem się małżonki). Znaleziono męża nad ranem, ściśniętego, zwiniętego na panieńskim łóżku Kropki. Chyba się nie wyspał.

imgp0547 imgp0552 imgp0559 imgp0575 imgp9936 imgp9946

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

15 komentarzy

  • Reply mamamagda 09/11/2016 at 23:43

    Podpisuję sie rękami i nogami pod każdy słowem. Jako mama dwójki. A i tak cierpliwości zbyt często brakuje. I tez potem to rozpamiętuję, wyrzucam sobie… Ale mamy juz tak mają 😉 wpis jak zawsze świetny. Uśmiałam sie, a fragment o Kropce tulącej Lolka bardzo wzruszający 😊

  • Reply Magda Z. 09/11/2016 at 23:45

    Kolejna piękna, a przy tym wzruszająca chwila, którą (poprzez opisanie) ocaliłaś od zapomnienia. Uwielbiam teksty takie jak ten. Tak wiele w nich życiowej mądrości, rodzicielskich dylematów, emocji, uczuć…

  • Reply ASIA 10/11/2016 at 01:34

    Sama prawda. Odkąd nastała chłodniejsza pogoda, cierpliwości brakuje mi jeszcze bardziej,a mam tylko lub aż dwójkę. Nie ma całodniowych wyjść na ogród i plac zabaw i córeczki roznosi energia w domu. Ale tak jak piszesz są też momenty, które rozkładają rodzica na łopatki.

  • Reply Zuzanna Szulist 10/11/2016 at 12:49

    Ej, ja jeszcze o tym serniku, bo temat powrócił. Przecież rozmoczone w serniku rodzynki to największe obrzydlistwo na świecie! Same można jeść garściami, bo pyszne. Przybijam Młodemu piątkę! :) Dla mnie w ogóle wszystkie owoce w cieście to zło wcielone, więc toleruję wyłącznie takie bez dodatków. Z pozostałymi treściami też się utożsamiam. ;)

    • Reply Agata / Ruby Times 10/11/2016 at 13:52

      :D:D:D

  • Reply e-milka 11/11/2016 at 07:04

    Agato, jak my to dobrze znamy. Kiedy mialam jedno, zblizalam sie do idealu matki – tej cierpliwej, cieplej, z lagodnym usmiechem. Plakalam i przeklinalam w lazience, zeby nie slyszala. I choc byla bardzo trudnym dzieckiem, z jednym jakos da sie to jeszcze ogarnac. Ale teraz mam dwoje i oczywiscie cale spektrum interakcji. OK, mam wieksza roznice wieku i to sporo ulatwia. Ale nie mysl sobie, ze starsza jest zawsze „rozsadna” tylko dlatego, ze no wlasnie, starsza. I czasem jest naprawde tak pieknie, jak wczoraj kiedy sami sie wykapali, wytarli, ubrali, a duza nawet sama sobie zrobila kolacje. A czasem – on zniszczy jej cos, co od lat wisialo, lezalo w jej pokoju – dramat. Ona spiewa mu nad uchem jakas makabryczna piosenke w stylu „Elmo nie zyje, biedny Elmo”, a on zawodzi z zalu za ukochana maskotka, choc ona „zyje” i ma sie dobrze – terror psychiczny. I w tym wszystkim matka, ktora juz na nogach sie slania i wcale nie ma ochoty gonic za prawie czterolatkiem, zeby umyl w koncu zeby. I takie zniechecenie mnie ogarnia, i w zaleznosci od formy albo zlosc, albo rezygnacja i smutek. Znam te teskne spojrzenia na lozko, albo moje wygodne miejsce na sofie. I jak wlasnie sobie usiade,to musze sie poderwac, bo jednak lyzka, a nie widelec, kubek jest rzekomo brudny, i oczywiscie zapomnialam wziac papierowych recznikow, a maly wlasnie rozlal. I czasem w gniewie wyrwie mi sie cos, czego zaluje juz w tym samym momencie. I licze na to, ze podobnie jak ja w dziecinstwie, puszczaja to jakos mimo uszu. A jesli nie? Jesli odkryja, ze jestem „toksyczna matka”? Przeciez wiem, ze ten rozlany sok to glupstwo, przeciez wiem, ze w gruncie rzeczy sa wspanialymi dziecmi, ale czasem przemawia przeze mnie po prostu zmeczenie.

    • Reply Agata / Ruby Times 11/11/2016 at 13:11

      „Elmo nie zyje, biedny Elmo” ooo rety :)
      Tak – to zmęczenie. Mamy do niego pełne prawo. trzymaj się!

  • Reply anula.majula 11/11/2016 at 20:07

    Wpis rewelacyjny :)Ja nadal mam jedynaczkę, ale jest bardzo energiczną dziewczynką także ten… utożsamiam się 👍 😀

  • Reply Asia W. 12/11/2016 at 20:19

    To może banał, ale u mnie to samo. Huśtawka emocjonalna od samego rana. Od wzruszenia i miłości, gdy patrzę na starszego jak ściska 7 miesięcznego brata i woła „kocham” po totalnego wścieka, bo starszy wlazł bąblowi znowu na głowę i próbował założyć nelsona.
    A w ogóle to uważam, że to nie fair. Tyle jest poradników jak wychować inteligentne, zdrowe na ciele i umyśle dziecko, a nie spotkałam się z książką w temacie „Jak przeżyć z małymi dziećmi bez uszczerbku psychicznego. Kompedium wiedzy dla uciśnionych rodziców”.

  • Reply Helen 14/11/2016 at 01:15

    Cały wpis i wszystkie komentarze są super. Tak właśnie jest i dlatego m.in. tak lubię tu zaglądać – bo tu napisane także o tym, że nie wszystko jest tak jak byśmy tego chciały/ chcieli w tym naszym rodzicielstwie, że są nerwy etc. Czasem nie ma sił na to wszystko, a najmniej na to zmęczenie okropne, które niszczy cały dobry plan… Pozdrawiam!

  • Reply Aleksandra Bohojło 14/11/2016 at 08:06

    U mnie dziewczynki niby starsze, ale też nadwyrężają moją cierpliwość i to jak. Ale wiesz co? Zwolniłam swoje wyrzuty sumienia. Przegonilam precz. Uważam, że jako matki jesteśmy absolutnie usprawiedliwione z bycia chwilami niecierpliwymi. Nie wrzeszczalybysmy na dzieci, nie upominalybysmy je co chwila, żeby się nie kłócily, nie wydzieraly sobie zabawek, nie robiły sobie na złość, gdyby one tak bardzo nie walczyly o zaznaczenie swojej obecności w świecie. Czy można je za to winić? Można je jedynie wspierać i robimy to w każdej minucie ich życia. Czasem tylko jesteśmy przy tym wystawiane na próbę i czasem udaje nam sie stawić jej czoła, a czasem nie. Jesteśmy tylko matkami.

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 14/11/2016 at 15:28

    Jak to się stało, że ja wcześniej nie zobaczyłam tego wpisu. Wpisu, pod którym podpisuję się totalnie, zgadzam się z każdą literką!
    Emocje jak na rollercoasterze;) Bo to jest tak, że generalnie patrząc, czas gdy dzieci są malutkie jest przepiękny. Ale ten czas składa się z pojedynczych dni, a te dni z bardzo różnych chwil, i każdą z nich trzeba przetrwać i tu już niekoniecznie jest tak wesoło:)
    Ściskam

  • Reply Staszek 15/11/2016 at 08:34

    Komentuję dopiero teraz, bo… mam chwilę wolnego czasu czekając w kolejce do lekarza. W pracy go nie mam, bo praca. W domu go nie mam, bo sama wiesz (opis powyżej pisany Twoją klawiaturą pasuje do naszego domu aż nadto idealnie), więc czas mam teraz… no i chwilę spokoju.

    Pokłady cierpliwości wyczerpały się nam już dawno, a mamy tylko dwójkę – synusia w wieku Kropki i córeczkę w wieku Lolosława.

    Często, wykazując się absolutnue zerową cierpliwością strofuję żonę, żeby miała choć trochę cierpliwości do dzieci, kiedy ona po całym tygodniu w 4 ścianach z jednym dwulatkiem i chorą córeczką (na przykład; mogą być inne scenariusze… zawsze są jakieś) już nie daje rady.

    Tak więc komentaż pisany klawiaturą dotykową na telefonie wśród zgiełku przychodni wygląda tak.

    • Reply Agata / Ruby Times 15/11/2016 at 11:22

      Dzięki :) Zawsze są jakieś scenariusze, to prawda :)

  • Reply Sandra 29/11/2016 at 23:07

    Padłam, dzięki za poprawę humoru :).

  • Napisz, co o tym sądzisz