Na temat

1964.

W roku 1964 minęło zaledwie 19 lat. Na tyle dużo, by zabliźniły się największe rany, na tyle mało, by wciąż pamiętać tragiczne wydarzenia, plastycznie odtworzyć w sobie strach i atmosferę niepewności. Wojna nie jest czarno-biała, nie jest romantyczna, chociaż tak ją obecnie chcą malować młodzi gniewni w wysokich butach, z wygolonymi głowami, w koszulkach z symbolami oporu.

Prawdziwa wojna to śmierć, brud, strach, niesprawiedliwość i głód. Ci, którzy jej doświadczyli, zrobiliby wszystko, by jak najszybciej zakończyć ten obłęd.

Zapewne słyszeliście o porozumieniu pokojowym w Kolumbii, podpisanym w zeszłym roku. Konflikt zbrojny w państwie trwał ponad pięćdziesiąt lat, ludzie byli zmęczeni bezprawiem i przemocą, a jednak.. a w referendum nieznaczna większość obywateli opowiedziała się za niepodpisywaniem traktatu. Ludzie płakali na ulicach, że dlaczego? No bo jak można głosować przeciw pokojowi?

Oddajmy głos Polska The Times:

„Kolumbia była podzielona w sprawie porozumienia pokojowego (…) W departamencie Chocó, który był najbardziej dotknięty przez wojnę, na „tak” zagłosowało 80 proc. ludzi. Z kolei w mieście Bojaya, w którym co najmniej 119 osób zginęło w masakrze w kościele w 2002 r., za pokojem było 96 proc. osób.”

Cały tekst tutaj.

Znamienne, że przeciwko porozumieniu głosowali głównie mieszkańcy departamentów nie objętych działaniami wojennymi. Oczywiście w teorii mieli rację – oburzeni faktem, że uzbrojonym bandytom ich przestępstwa ujdą na sucho. Ale łatwo być tak niezłomnym i sprawiedliwym, gdy mieszka się z dala od pożogi, łatwo być odważnym, gdy nie musisz się bać o życie bliskich.

W 1964 roku minęło zaledwie dziewiętnaście lat od zakończenia drugiej wojny światowej.

Przypuszczam, że właśnie dlatego napisany wówczas utwór miał w sobie tyle pokory – właśnie pokory! – i nadziei na spokój i zwykłe życie. Dzieciństwo Agnieszki Osieckiej przypadło na ten tragiczny czas, gdy historia zapanowała nad życiem milionów ludzi. Gdy druga wojna światowa dobiegła końca, mała Agnieszka miała dziewięć lat i z pewnością wiedziała jaką wartość ma pokój.

Przeczytajcie:

„Ze świata czterech stron,
z jarzębinowych dróg,
gdzie las spalony,
wiatr zmęczony — noc i front.
Gdzie niezebrany plon,
gdzie poczerniały głóg — wstaje dzień.

Słońce przytuli nas do swych rąk
i spójrz: ziemia cięższa od krwi
znowu urodzi nam zboża łan — złoty kurz.
Przyjmą kobiety nas pod swój dach
i spójrz: będą śmiać się przez łzy.
Znowu do tańca ktoś zagra nam — może już:

Za dzień, za dwa; za noc, za trzy,
choć nie dziś.
Za noc, za dzień, doczekasz się —
wstanie świt.

Chleby upieką się w piecach nam
i spójrz: tam, gdzie tylko był dym,
kwiatem zabliźni się wojny ślad — barwą róż.
Dzieci urodzą się nowe nam
i spójrz: będą śmiać się, że my
znów wspominamy ten podły czas — porę burz.

Za dzień, za dwa; za noc, za trzy,
choć nie dziś.
Za noc, za dzień, doczekasz się —
wstanie świt.”

„Nim wstanie świt”, słowa: A. Osiecka

Ta piosenka to czekanie na koniec wojny. Na moment, w którym ludzie podniosą się z upodlenia, chociaż las wciąż spalony, a ziemia ciężka od krwi. A potem z mozołem spróbują pobudować cegiełki swego życia na nowo i przepłakać żałobę, za tymi którzy bezsensownie, przedwcześnie odeszli. To nieprawdopodobne, by po tych ogromach zła i bestialstwa mogło być normalnie, ale jednak.. w końcu wstanie świt. Z okaleczoną duszą, z oczyma, które widziały za dużo mimo wszystko  ludzie będą żyć dalej.

Przyjdzie ten moment, gdy urodzą się dzieci. Nowe pokolenie, nieświadome nieszczęść i zła, z pobłażaniem słuchające wojennych opowieści starszych, mądrzejszych, którzy brali udział w zbiorowej traumie. Którzy dotknęli dna, poznali sens człowieczeństwa w najbardziej skrajnych formach – tej najbardziej miłosiernej i najpodlejszej. Młodzi jednak nie usłyszą – tak jakby „pora burz” to była tylko jakaś anegdotka lub legenda z odległych czasów.

Niedawno na koncercie „Kultu” na nowo usłyszałam pewien utwór. Po raz pierwszy uderzyło mnie podobieństwo konstrukcyjne obu tekstów, nie zdziwiłabym się nawet, gdyby Osiecka okazała się inspiracją dla Staszewskiego.  Różnica jest jednak taka, że u Osieckiej występuje niesamowity ładunek nadziei na normalność. Pokory wobec tego, co się stało, pragnienia, by nigdy nie wróciło. Tęsknoty za prozą życia. Tymczasem u Kazika jest fatalizm, przekonanie o nieuchronności wojny, która przecież wróci do nas zapewne. Może nam się wydawać, że barbarzyńskie momenty historii dawno za nami, ale każdy, kto chociaż trochę historii liznął, wie, że takie przekonanie to czysta naiwność, która już niejednokrotnie towarzyszyła rozwiniętym społeczeństwom. „Zbyt cywilizowanym” na wojnę. Słucham i przechodzą mnie ciarki.

„Kiedy ucichną działa już
Wtedy się inne odezwą
Ludzie zabijać zaczną się znów
Za wojnę znów się wezmą

Kiedy ostatni zabity żołnierz
Zgnije i kości zostaną
Już nowi zwarci i gotowi
Do walki ze sobą staną

Kiedy deszcz zmyje ostatnią krew
Która zaschła na drodze
Spokój się skończy dookoła nas
Rozczarujemy się srodze

Dzieci ponownie przestaną się śmiać
Dzieci zaczną się bać
A duże dzieci w czasie tym
Życiem swoim będą grać

Kiedy rozetnie się pasa pół
Kiedy zapomni się ból
Wojnę kolejną i nową w zanadrzu
Jakiś ma inny król

Zawsze było tak, się nie zmieniło
Dwa, raz, ropa, gaz
Zawsze było tak, się nie zmieniło
Raz, dwa, ropa, gaz

Co Ty widzisz Panie w nas?

Niewielu tak przez dzieje całe
Tak wielu nieszczęście daje
Nie zmienia się, nie zmienia się
Jak zawsze wszystko nawzajem

Jak zawsze wszystko
Nic nie zmienia się
Obłędu drgawy nawzajem

Jak zawsze wszystko
Nic nie zmienia się
Tak kraje jak mu materii staje

Kiedy rozetnie się pasa pół
Kiedy zapomni się ból
Wojnę kolejną i nową ma
W zanadrzu jakiś ma inny król

Zawsze było tak, się nie zmieniło
Dwa, raz, ropa, gaz
Zawsze było tak, się nie zmieniło
Raz, dwa, ropa, gaz

Co Ty widzisz Panie w nas?”

„Kiedy ucichną działa”, słowa: Kazik Staszewski.

To nowe pokolenie już jest – nie zaznało nędzy, niedoli i nieszczęścia. Potrzebuje jakiegoś wielkiego wydarzenia, które uświęci, zdefiniuje je na nowo w tym dziwnym pogubionym świecie bez wartości. Skrycie marzy o bohaterskich czynach, z typową dla siebie butnością, z monochromatyczną szachownicą w głowie – kto wróg, kto przyjaciel. Z niezłomną wizją świata, bez miejsca na kompromisy, bez miejsca na pokorę, empatię i podjęcie dialogu.

Boję się tego pokolenia.

Przedstawiam dwie wersje utworu. Powyżej: koncertowa feat. Zacier (właśnie taką widziałam niedawno), poniżej: oficjalna z Kazikiem przy mikrofonie.

poprzedni wpis następny wpis

Przeczytaj koniecznie

11 komentarzy

  • Reply Indicativusitd. 24/04/2017 at 08:26

    Tuwim dla mnie zawsze był przestrogą. Od filopunkowego nastolectwa po teraz: https://youtu.be/7wChlvZbXjY Znasz?
    Ja nie boję się tego pokolenia. Boję się głupoty, a ona jest ponadpokoleniowa i wiem jedno – gdyby coś kiedyś (tfu!!!! tfu!!!!) to uciekamy jak najdalej.
    Znamienne dla naszych czasów i smutne jest to, że w myślach ewakuowałam się już wiele razy. Zastanawiałam się co szybko spakuję i do czego. Co najpierw, a co potem. Jak najszybciej pozbierać to, co będzie ważne i/lub potrzebne, jak w razie gdyby męża nie było samej szybko zapiąć starszą w tulę, młodszą w fotelik, zapiąć smycz w talii, bo psa przecież nie opuszczę, wziąć te torby i wybiec. Ile czasu potrzebuję? Co potem? Czy zabierać kołdry? Jak my to upchniemy do auta?

    • Reply Agata / Ruby Times 24/04/2017 at 21:55

      Jasne, że znam ten kawałek Akuratów, ale powiem Ci, że dopiero teraz przeczytałam słowa z prawdziwą uwagą. Tuwim jest jednak ponadczasowy i zawsze aktualny.

  • Reply Słomiana zapałka 24/04/2017 at 10:03

    Ja też się niestety tego pokolenia boję… a ogólny brak empatii u ludzi wszelkich, niestety wokół mnie, tak bardzo mnie psychicznie dobija. Choć z drugiej strony widzę bardzo dużo dobrego w nowym pokoleniu i to cechy lepsze niż u siebie, a jednocześnie taka obawa. Super tekst!

    • Reply Agata / Ruby Times 24/04/2017 at 21:55

      Dziękuję!

  • Reply Zuzia 24/04/2017 at 14:47

    Niestety Ruby, nie było stulecia bez wojen.Odkąd mam dzieci wizja wojny mnie paraliżuje.

    • Reply Agata / Ruby Times 24/04/2017 at 21:56

      Mnie również :(

      • Reply Algo 26/04/2017 at 14:31

        Też to mam! Już się zastanawiałam czy wszystko ze mną ok. Patrząc na to co dzieje się na świecie ciągle uderza mnie, że ludzie już zapomnieli o tamtej wojnie. Historia lubi się powtarzać. Sinusoida…

  • Reply Pola - Odpoczywalnia 24/04/2017 at 15:05

    Mnie się przypomniały pewne dwa koncerty w tym momencie:)

    Jeden już parę ładnych lat temu, Akurat i piosenka „Do prostego człowieka” i tłum młodych ludzi, także nastolatków śpiewających ten stary wiersz Tuwima tak, że ciary mamy do dzisiaj.

    I drugie ciary, parę lat i dzieci później, na Lao Che, i „Wojenka”, i śpiewający całymi sobą ludzie, o większej średniej wieku i prawdopodobnie każdy z nich myślący o własnych dzieciach i o tym że „gdyby do nas przyszła skłamałbym że wyszłaś”.

    I jeszcze mam taką refleksję. Nie generalizowałabym pokolenia jako takiego – za naszych czasów tez byli skinheadzi i im podobni. Teraz są być może bardziej widoczni, może trochę weszli do mainstreamu. To ten świat bez wartości, za to o niewątpliwie burzącym się porządku, pewne rzeczy, postawy i poglądy uwypukla i polaryzuje. A młodzież chyba w każdych czasach ma to do siebie, że widzi świat czarno-biało, jest w swoich poglądach totalna i bezkompromisowa.

    • Reply Agata / Ruby Times 24/04/2017 at 22:00

      „Wojenka” Lao Che też wywołuje mi ciary na plecach, podobnie wiersz Tuwima, niesamowicie aktualny.
      Oczywiście masz rację – pokolenie ma różne odcienie, tak jak to było kiedyś, gdy punki, skinheadzi, dzieci kwiaty i dresiarze w sumie koegzystowali jakoś na na przykład moim starym blokowisku :)
      Ale faktycznie teraz nacjonaliści są tak bardzo widoczni, „modni” wręcz..uzurpują sobie prawo do jedynie słusznej wizji patriotyzmu.. I ogólnie rzecz biorąc to mnie przeraża.

  • Reply e-milka 27/04/2017 at 15:33

    Tak, sinusoida to dobre slowo. A jesli chodzi o to pokolenie – to przeciez nie tak dawno wcale skarzono na nie, ze calkowicie apolityczne, ze nic poza wlasnymi nerwicami ich nie interesuje. Tez sie boje, ale nie tyle pokolenia, co calej tej atmosfery w Polsce i na swiecie. Tego napiecia i agresji, ktore moga sie wkrotce rozladowac. I rozumiem, co czuli wtedy ludzie w zwiazkach z Zydami, cokolwiek to slowo oznaczalo. Jestem Europejka, de facto na Pol-Polka, choc przeciez Polka calym sercem i nie rzucam sie w oczy wygladem, ale mam „cudzoziemska” rodzine. Boje sie, ze pojdziemy na pierwszy ogien.

    • Reply Agata / Ruby Times 27/04/2017 at 23:17

      „Na pierwszy ogień”, to straszne co piszesz! Ja się łudzę, że zwyczajnych ludzi o wyważonych poglądach jest jednak więcej, może są mniej widoczni niż skrajnie myślący fanatycy, ale jednak gdzieś są. I mam małą naiwną nadzieję, że nie pozwolą, by to wszystko poszło za daleko.
      Chociaż niestety czuć jak ta atmosfera gęstnieje :(

    Napisz, co o tym sądzisz